Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ballada o Hemis
Hagnar Wildschwein:
Czekaliście w napięciu.
Noc lubi płatać figle, pogrywać na świadomości nawet tych najbardziej obytych ze światem, światem mroku i cienia. Co i rusz jawiące się znikąd ogniki, to znów przebłyski światła, wyrastające nagle stwory i demony, po uspokojeniu znów będące wierzbami rodziły się w wyobraźni bohaterów z wozu. Jak na zawołanie powiał silniejszy wiatr, przywiał ze sobą zjawy i duchy tych ziem. Te poczęły szeptać wyroki śmierci, sentencje w języku nieznanym światu. Mamiły.
Quibus ritè peractis, apparebunt infinitæ visiones, & phantasmata pulsantia organa &
omnis generis instrumenta musica, idque sit à spiritibus, ut terrore compulsi socii abeant à Circulo,
quia nihil adversus migistrum possunt
Gorn Valfranden:
wyciągnąłem miecz,po chwili stanąłem za drzewie gotowy.
Gordian Morii:
- Bogowie, co znowu? - zapytałem podnosząc się z miejsca w którym drzemałem.
- Czekaj gdzieś tu powinienem mieć... cholera. - żachnąłem się uświadomiwszy sobie, że nie zabrałem mikstur kociego wzroku ze sobą.
- Kto Cię morduje? - odrzekłem wartownikowi, który narobił jazgotu jakby się paliło, a się nie paliło. Ciemno było jak w dupie i na to trzeba było zaradzić jakoś. Ale to nie teraz.
-Gówniana to byłaby banda jakby słychać ich było staj drogi wcześniej. Poczekajcie jak ludzie aż podjadą i tyle. - powiedziałem.
Jakby chcieli nas zabić to czy się będziemy bronić czy nie i tak gówno zrobimy, więc schowaj ten miecz, bo teraz to równie dobrze możesz atakować powietrze.
Gorn Valfranden:
w porządku.Schowałem miecz.
Hagnar Wildschwein:
Mrok zmaterializował się nagle i pomimo rytmicznego i żywego stuku kopyt po trakcie zaskoczył. Jeździec przemknął koło wozu wcale nie zwracając na niego uwagi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej