Pioruny miotające po stali wywoływały niesamowite spustoszenie. Odłamki ścian fruwały po pomieszczeniu utrudniając walkę. W całym tym zamieszaniu adept Rakbar zawzięcie walczył. Korzystał póki co z walki na dystans, wiedział jednak, że w pewnym momencie wróg będzie zbyt blisko na to. Po raz ostatni wiec skorzystał z dobrodziejstwa magii, by wyeliminować chociaż jednego przeciwnika.
- Heshar anash! – dokładnie wymówił.
Wskutek czego w lewej dłoni stworzył kulę ognia, działając niemal schematycznie. Posłał pocisk z pomocą telekinezy w najbliższego siepacza, który był już niebezpiecznie blisko. Obrażenia były śmiertelne, bowiem kula ognia uderzyła w głowę, spalając jej zawartość – między innymi mózg.
- To ten moment, Salazarze!
Siepacze byli już za blisko, by móc dalej atakować ich magią, dlatego adept chwyciwszy kostur wyskoczył całkiem zza kamiennej sylwetki arcymaga Elronda.
Zamaszystym ciosem nakreślił przed sobą półkole. Pierwszemu przeciwnikowi udało się uniknąć ciosu, jednak drugi oberwał w szczękę. Atak był potężny mimo niewielkiej siły w niego włożonej – długość broni wzmacniała cios, przez co uderzenie sprawiło, że siepacz stracił równowagę i się przewrócił. Niestety nie krwawił tak obficie jak powinien, zapewne wskutek mutagenów licznie zaaplikowanych.
Pierwszy siepacz zaatakował zwinnie i niespodziewanie, jednak Rakbar wczas dokonał uniku. Adept przystąpił wiec do kontrataku. Wymierzył dwa ciosy - jeden został sparowany, zaś drugi trafił w głowę, miażdżąc czaszkę i mózg. Mimo to wykonał jeszcze jeden atak, trzeci już, który kompletnie rozwalił czaszkę siepacza, której wnętrzności rozprysły się wokół.
3/8 (jeden oszołomiony po ciśnięciu nim o ścianę kilka postów wcześniej)