Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Bractwo Ciemności
Canis:
Salazar z tej radości widząc mnóstwo ciał poległych już z mniejsza obawą ruszył do ostatniego, nieprzytomnego nadal osobnika. trzymając pewnie sztylet podszedł do ciała i machinalnie zadał prosty cios w oparte o ścianę ciało nieprzytomnego siepacza. Cios był wymierzony prosto w serce. siła włożona w zadany cios oraz ostrość broni pozwoliły na swobodne przebicie pancerza i wbicie prosto w serce powodując elegancką śmierć.
Po skończonej walce Salazar otarł sztylet z krwi o szmaty zwane nadal odzieniem podstawowym.
- Dzięki Rakbar, dobra współpraca, musimy to przeszukać... w końcu laboratorium i wracamy do miszczów... <ignorant> - Mówił do siebie
Po czym wziął się za przeszukiwanie ciał i miejsca, w końcu to jakieś labolatorium...
przeciwnicy zdechli
Rakbar Nasard:
Rakbar nie odezwał się, pochłonięty był macaniem własnego czoła. Zdesperowany szukał przecięcia, jednak nie wyczuł niczego takiego. Rana pulsowała bólem. Pojękując cicho zabrał się do przeszukiwania pomieszczenia...
Isentor:
Trzęsienie, najpewniej zwiastujące nic dobrego ustało, pomieszczenie zdobiły wnętrzności i ciała zabitych siepaczy. Isentor oddychał szybciej po wysiłku z niedawnej walki, rozglądał się nerwowo po pomieszczeniu próbując odnaleźć warte uwagi przedmioty. Halę zdobiły jedynie posępne filary, umorusane krwią nadawały scenerii groteskowy obraz piękna architektury.
Canis:
Po przeszukaniu i nieodnalezieniu niczego istotnego, udał się w drogę powrotną do reszty ekipy wyższych rangą magów...
- No wynosili jakieś rzeczy z laboratorium... ale wszystko wymordowane. - Powiedział dumny z zabicia dwóch istot. Gdyby miał piórka z pewnością były by większe niż u największych ptaków.
Rakbar Nasard:
Rakbar również wrócił do miejsca, gdzie przebywała reszta ekipy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej