Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Bractwo Ciemności
Canis:
Salazar podrapał się za uszkiem widząc nadpobudliwego elfa, po czym dalej pił wodę.
- Spalmy budę ucieknijmy tyłem... nas tu nie musiało być. <ignorant>
Fakiron:
- Ja wolałbym nie robić zadymy,ale jakby trzeba było...
Hagmar:
- Blablablabla.... ale żyjesz. Ciesz się. I nie przeżywaj bo i tak by zaczęli strzelać. Myślisz że co?! ÂŻe byśmy wyszli a oni nie strzelili nam w plecy?! Skończyłoby się podobnie. I nie jestem Ci nic winien! Obaj źle użyliśmy psioniki i tyle. Na szczęście wszyscy żyją. Zresztą... to nie kólko różańcowe Sióstr Zartatanek gdzie każdy chroni każdego. Wydaje mi się że w Pakcie każdy ma dbać przede wszystkim o siebie. Czyż nie?
Devristus Morii:
Ogarnąć się, sprzątnąć ciała i poustawiać stoliki. Mam nadzieję,że dużo nie będzie kosztowała Nas "dyskrecja" karczmarza powiedział Elf Przede wszystkim o siebie, ale swoich braci nie naraża się tak rażąco na niebezpieczeństwo! Mogliśmy wyjść cało z tej sytuacji, ale jak zwykle czarna ruda musi przejąć nad Tobą kontrolę. Zawsze. Naraziłeś na niebezpieczeństwo całą załogę wyprawy.
Canis:
- Jak wyjaśnić tyle trupów i paradując wychodzącą bandę, zbieraninę hrabiów, i mniej znanych osób, z kosturami na plecach... Trzeba stąd zniknąć i nie zostawić śladów. A sprawa ucichnie... może.
Dopił wodę i wstał, czekał na jakieś polecenia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej