Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Bractwo Ciemności
Malavon:
-Polecałbym bym wywiesić ich zwłoki na drodze. Podnieśli broń na szlachtę i władyków tej wyspy. Niech posłużą za nauczkę, bo jeszcze więcej ludzi wpadnie na podobny pomysł. - powiedziałem. -Komuś wody? - dodałem niezobowiązująco.
Isentor:
- Zajmę się tym.
Isentor podszedł do Salazara, jedną dłoń przyłożył do rany wlotowej na płucu, drugą do ukucia w nerce. Przez chwilę można było dostrzec fioletowe wyładowanie energii magicznej pod jego palcami, jaszczur czuł się coraz lepiej, Isentor zastępował uszkodzone tkanki zdrowymi, zaś sam przyjmował pełnię obrażeń. Ponownie zakasłał krwią.
- Nic Ci nie będzie.
Elrond Ñoldor:
Elrond rozglądnął się za kolejną osobą, której mógłby pomóc. Ciężko było cokolwiek zrobić w tym harmidrze.
Canis:
- Wesoło było...
Powiedział i z dzikością w oczach szukał swoich sztyletów na posadzce, co by mu nie zniknęły! Dorwał i schował oba na miejsce gdzie się należy.
- Hrabiowie Aragorn oraz Devristus... Jeden nieprzytomny, drugi... z dziurą w głowie i w klatce piersiowej...
Powiedział i podszedł do ciała Devristusa sprawdzić co z nim, czy nada się ewentualnie do rytuału wskrzeszenia. I z ewidentnym znakiem zapytania spojrzał na Isentora i Elronda, w końcu samemu się nie znał na tym.
Elrond Ñoldor:
- Isentorze! Dev umiera! AAragorn przedobrzył z magią. Przejdzie mu. Devristusowi nie jestem w stanie pomóc. - Elrond trzymał go w ramionach, dziurę w klatce uciskał dłonią. Nie chciał by stracił całą krew.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej