Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Bractwo Ciemności
Isentor:
- Ma mózg w strzępkach i nie oddycha. Nie żyje, nie trudź się Elrondzie. Przynajmniej nie umarł daleko od sklepu alchemicznego. Zaraz wrócę, połóżcie jego ciało na stole.
Elrond Ñoldor:
- Ehh... Kurwa - wysapał tylko. Stygnące zwłoki położył na jednym z ocalałych stołów.
I właśnie dotarło do niego, że nigdzie nie ma klientów. Ani właściciela. Ciekawe co się dzieje na dworze przed karczmą.
Canis:
Salazar poszukiwał flaszek z czystą wodą i to nie tylko dlatego, że chciało mu się pić... Chociaż głownie dlatego. Mogą być potrzebne pucharki, gorąca gotująca się woda... Rozmyślał po czym wszedł an zaplecze i szukał paleniska z gotującą się być może wodą, oraz jakieś naczynia...
Isentor:
Mistrz powrócił od alchemika.
- Palenisko jak najbardziej się przyda.
Isentor opatrzył zwłoki elfa, wyciągnął kule, dzięki witalizmowi wyleczył rany na ciele, Devristus nadal był jednak martwy.
- Przeprowadzenie rytuału wskrzeszenia wiąże się z kosztami. Składniki na mikstury i wywary stabilizujące mają swoją cenę - nie małą.
W między czasie, ówcześnie przygotowana mikstura podgrzewająca się w żeliwnym kociołku wiszącym nad płomieniami w kominku osiągała odpowiednią temperaturę. Isentor zerwał dwie ususzone rośliny zwisające ze sznurka (krzyczące ziele i słoneczny aloes), a następnie umieścił je w kotle. Odczekał chwilę, potem jeszcze raz zamieszał, by upewnić się, że składniki tworzą odpowiednią konsystencje. Przelał miksturę do złotego pucharu, uniósł nań swą dłoń i uronił kilka kropel.
Z pieczary zew Rashera dobiega straszliwy.
Gdy śmierć się odwraca, kto umarł - ten żywy.
Nie śmierć to, lecz tylko kłamstwo i ułuda.
Z jej ramion każdego wyrwać się uda!
Na koniec wymieszał roztwór raz jeszcze, umoczył trzy palce prawej ręki w miksturze i namalował magiczną runę na czole zwłok. Pozostałą zawartość pucharu wypił, odszedł od drewnianego stołu, na którym spoczywało ciało i wykrzyczał.
- Iaosh elizqiashar xu anashhu gryshiltu Devristus!
Elf energicznie otworzył oczy i zorientował się, że znów żyje.
- Jesteś mi winien 1000 grzywien.
Canis:
Nie warto umierać. Pomyślał kalkulując ile rzeczy by się nauczył za 1000 grzywien. Potem wzruszył ramionami i wziął się za znalezioną butelkę wody i zaczął spokojnie popijać.
- Nie chcę nic mówić, ale musimy się stąd czym prędzej wynosić, albo jakoś wyjaśnić wszystko opinii publicznej za oknem... z pewnością świstające kule, i słyszane zaklęcia, wybuchy wzbudziły duże zainteresowanie...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej