Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wyprawa do Mirty II - ujawnienie upiora
Rakbar Nasard:
- 3 miesiące? Długo... - zamyślił się, nad rozwiązaniem zagadki. - Cokolwiek tam jest daje o sobie znać, chce zwrócić na siebie uwagę. Nikomu jak dotąd krzywda się nie stała?
Po chwili chłód ponownie dawał o sobie znać. Adept marzył o tym, by nauczyć się umiejętności ogrzewania własnego ciała - byłoby to szczególnie pomocne w obecnych warunkach.
Canis:
- Poprzednio gdy Zakonnicy byli tutaj, było gorzej, dochodziło do trzęsień ziemi, zwierzyna uciekała, domy się nawet waliły, teraz po ponad roku od tamtych wydarzeń jest inaczej, łagodnie, takie własnie psotne wybryki jak pojawiające się dynie i płonące miesiącami...
- Zatem tak jak poprzednio, celem jest Cmentarz tak? tam zmierzamy?
- No tak, od razu pójdziemy tam, zaprowadzę was, ale ja tam nie wchodzę...
Powiedział, z oddali widzieliście już szyld z wielkim napisem Mirty, a za nim w oddali widać było domostwa i dym unoszący się z kominów. Nie było dane wam się ogrzać. Zaraz za tabliczką skręciliście w boczną drogę prowadzącą na cmentarz. na drodze stało mnóstwo płonących dyń, a każda z innym, coraz to wymyślniejszym wyrazem twarzy...
Rakbar Nasard:
Rakbar za pomocą telekinezy podniósł jedną z mniejszych dyń i przyciągnął ją do siebie, po czym zaczął dokładnie obserwować roślinę.
Canis:
Dotknąłeś i wyglądała niczym normalna, wydrążona w środku dynia, widziałeś, że u góry jest wycięty otwór, którym najprawdopodobniej wydrążono te dynie. Wyglądała jak zwykła, haloweenowa ozdoba.
- Jesteśmy na miejscu.
Gdy zbliżyliście się do resztek cmentarza.
Cmentarz wyglądał jak pobojowisko, nagrobki porozwalane, część która pozostała w cąłosci chyliła się, bądź całkiem opadła na ziemię. Jedyne meijsce, które nie miało uszczerbku, była kapliczka wzniesiona w centrum cmentarza. Gdy zeszliście z koni i chcieliście wejść na cmentarz nagle się zatrzymaliście, zauważyliście, że między śniegiem, który pokrywał całą przestrzeń, pod nogami macie wielkie dziury o średnicy 5 metrów. rozejrzeliście się dookoła, a złońce delikatnie muskało teren, zauważyliście, ze tych dziur jest mnóstwo, staliście na istnym polu minowym, istnym systemie tuneli pod cmentarzem, gdzie każdy ruch mógł zawalić kolejne sufity tuneli...
Salazar wiedział, że ich cel musi być pod ziemią, tym samym kucnął nad otworem i spojrzał w dół, nic nie widział, panowała istna ciemność.
- Dobra to co? wskakujemy? - Zapytał i nie czekając na odpowiedź wskoczył do środka. - Można wchodzić, bezpiecznie, potrzeba nam światła... - Dopowiedział, gdy ogarnęła go ciemność, nie widział niczego... kompletnie...
Rakbar Nasard:
Rakbar wskoczył za towarzyszem w dziurę, starając się spaść na obie nogi. Gdy znalazł się już na dole zaczął szukać pochodni. Dla lepszego rezulatu postanowił wykorzystać zaklęcie, które zapali pochodnie, o ile takowe się w ogóle znajdują w korytarzu. Wyciągnął przed siebie ręce i wypowiedział inkantację:
- Heshar!
Płomień wyskoczył z jego dłoni wypełniając korytarz.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej