Tereny Valfden > Dział Wypraw

Krwawe hordy III: Warownia kości

<< < (10/24) > >>

Patty:
- A skąd pewność, że z tyłu też jest brama? - mruknęłam - Bez pierdolenia, proponuję wejść frontalnie.

Nawaar:
Krasnolud teraz spojrzał na orka. - Mogulu. ile jest tu wejść tak właściwie?. Jeżeli są dwie bramy to można z dwóch stron, a jak nie ma to frontem walimy w końcu wiesz więcej, o tej warowni niż my..

Mogul:
- Jest jedno. Trzeba wejść tak a nie inaczej.
- Sprawdzić warownie, ale już, zapierdalać tam.
Otworzyliście bramę do wioski, gdzie niedaleko wejścia zastaliście kilku bandytów. Ziemia w około nich usłana była resztkami ciał i zasłana krwią. Ork bezproblemowo skupił gniew.


1 x Przywódca
6 x Plądrownik


//: z racji nocy i słabej widoczności tracicie 1 finiszer

Nawaar:
Krasnolud rzucił okiem na ciała orków z jeszcze większą odrazą spojrzał na bandytów, którzy zabawiali się w hieny cmentarne. Zakonnik wystartował pierwszy, za cel obrał sobie jednego z plądowników dobywając tarczy i kiścienia. Podbiegając do niego zablokował pierwszy atak sztyletu w głowę tarczą, Kharim postanowił skontrować nadchodzący atak hieny trzymając mocniej tarczę pchnął nią przeciwnika, który przewrócił się na ziemię. Paladyn szybko chciał to zakończyć jednym celnym uderzeniem kiścieniem w czaszkę łajzy, która od siły uderzenia rozłupała się dało się zauważyć mózg powoli wyciekający z naczynia jakim jest jego głowa. Po zakończeniu ataku, krasnolud zasłonił się tarczą.


1 x Przywódca
5 x Plądrownik

Patty:
Błyskawicznie dobyłam miecza i skoczyłam przed siebie, na wprost przywódcy. Ten, widząc przed sobą postać w płytowej zbroi uniósł oba pistolety i wypalił. Spodziewałam się tego, dlatego tuż przed wystrzałem przemieściłam się za jego plecy. Sprawdzona sztuczka, broń wypaliła, przeszywając powietrze w miejscu, gdzie już mnie nie było. Nie tracąc czasu, cięłam po kolanach, rozrąbując ścięgna. Gdy padł na kolana, przywaliłam mu pięścią w łeb. Stalowa rękawica łatwo pozbawiła go przytomności. Wtedy poczułam uderzenie w zbroję, z tyłu. Obróciłam się błyskawicznie, skręcając w biodrach i składając do potężnego sinistra. Cudem tylko bandzior uniknął uderzenia. Nie tracąc skupienia, zaatakowałam jeszcze raz, bez skrupułów tnąc po palcach. Nie zdążył się cofnąć, sparować też nie mógł. Srebrna klinga gładko odrąbała mu cztery palce u prawej dłoni. Wtedy uderzyłam z obrotu, niemalże litościwie, podrzynając mu gardło.

Przywódca - ogłuszony i ranny
4x Plądrownik

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej