Tereny Valfden > Dział Wypraw
Konwój do kopalni srebra (19.04.16)
Canis:
Strażnik się zmieszał i lekko zdenerwował. zaczął drzeć się w kierunku wnętrza:
- INSPEKCJA!!!
Nagle z kopalni rozległ się rumor pustych butelek oraz praca zaczęła wrzeć. Kilofy poszły w ruch słychać było piękne dzwonienie kilofów o skały.
Zaczął prowadzić cię do wnętrza.
Wejście nie było zbyt imponujące, wręcz nieco zaniedbane, lecz używane. Widziałeś pozapalane lampiony oraz co rusz pochodnie na ścianach. PO chwili zobaczyłeś dwóch krasnali wychodzących z tunelu.
Ukłonili ci się lekko, po czym wyszli. Wielkie wrażenie zrobiła an tobie kopalnia, gdy dotarłeś do środka. Była głęboka na wiele wiele metrów. Stworzono piękne kręte platformy drewniane by móc spokojnie schodzić w dół. Przy każdym zejściu z pięterka były trzy wejścia w głab, swoiste tunele wydobywcze, z których wydobywały się odgłosy pracy górników. Całkowicie na dole ulokowane były skrzynie, w które pakowano świeżo wydobyte srebro. Widziałeś jak wiele z tych skrzyń jest wyprowadzane na zewnątrz za pomocą wyciągów zamontowanych w kopalni. Co rusz widziałeś mnóstwo górników, parę dziesiątek, pracujących w pocie czoła. gdzie nie gdzie stały kilofy i wolne miejsca wydobywcze, w których widać było srebrne bryły, fragmenty złóż. Twoją uwagę też przykuły puste butelki, najwyraźniej pracownicy także chętnie raczyli się mokrymi płynami...
- Mhm... rozumiem, że czytałeś? - Zwrócił się do Rakbara komisarz.
Nawaar:
Krasnolud odetchnął w tunelu teraz czuł się jak w domu. mimo, że to tylko kopalnia ale jak pięknie wyrzeźbiona a te srebrne złoża wszystko takie piękne tutaj mógłbym ostać się na stałe gdyby tylko mieli kwatery wewnątrz. Kharim nie mógł wytrzymać takiego widoku i krzyknął. - Ale tu pięknie!!. Wszyscy spojrzeli się na niego jak na obłąkanego rycerz nie zwracał na nich uwagi i dalej się wszystkiemu przyglądał, aż w jego oczach pojawiły się łzy szczęścia i zadowolenia, że może to cudo podziwiać. A te pełne wozy drogocennego kruszcu, które wyjeżdżały w górę wtedy spojrzał na kiścień, który został wykuty z tego materiału i dopiero wtedy docenił co ma w posiadaniu. - Zostanę jeszcze tu chwilkę i naciesze się. Powiedział do towarzysza.
Rakbar Nasard:
- Tak, przeczytałem. Myślę, że przekazując to na pańskie ręce, postąpiłem słusznie. Jeżeli z tym porządku nie zrobimy, kopalnie oraz transporty wchodzące i wychodzące będą zagrożone. Ten list przejęliśmy od jednej tylko grupki. Nie wiadomo kim jest jegomość o inicjale M. Nie wiadomo też jak dużo takich durni biega i rabuje. Durnota zyskałaby, o ile już nie zyskała, przywódce. Myślącego przywódce. Można więcej prosić? - wskazał palcem na szklankę. - Co z tym zrobimy?
Nawaar:
Krasnolud schodząc w dół tunelu potknął się o jedną z pustych butelek, które dopiero teraz zauważył. Butelka narobiła hałasu, bo zleciała również w dół tunelu. Wszyscy wewnątrz również teraz się spojrzeli na inspektora Kharima i rzekł. - Panowie, mną się nie przejmujcie macie więcej tego płynu z chęcią się z wami napije bracia krasnoludowie. Po, tych słowach jeden z górników przyniósł w butelce trunek. Rycerz wziął ją, usiadł sobie wygodnie na ziemi oparł się o ścianę i w spokoju popijał z resztą dawno tego nie robił. Kiedy pociągał łyk za łykiem w jego oczach ukazał się dom znaczy góra jednocześnie łzy lały mu się po policzkach.
Canis:
Kharim Kazama aep Gorem:
Spojrzeli się na ciebie dziwnie. Płaczący Inspektor? Co za czasy... Coraz dziwniejszych ludzi na stanowiska biorą. Pomyśleli, ale skrzętnie wykorzystali okazję i z powrotem odłożyli kilofy i flaszki poszły w ruch. Każden jeden wziął małą flaszkę sobie odkorkował, kilku było na tyle radosnych, że zaczęła podśpiewywać krasnoludzkie melodie.
Rakbar Nasard:
- Więc mam dla ciebie dwie rzeczy, jedną dobrą, a jedną złą. Jak znam życie, i ludzi, to adept pomyślał w pierwszej chwili o Meanebie co? Niestety nie, to tylko pan Edward Motyka. - Powiedział i ponownie nalał z flaszki do trzech szklanic. - Pan Edward Motyka to kiedyś mój pierwszy przyboczny, teraz bezrobotny pijak. - Powiedział i wznosząc toaścik wypił do dna ze szklanki. Znowu nim wstrząsnęło, otrzepał się niczym pies oblany wodą. - Nie jest ważne ile ludzi będzie chciało z nim współpracować, każdy z nich zechce pieniędzy dla siebie. Dlatego pewnym jest, że ludzie zechcą napadać, ale nie dzielić się łupę z innymi. widzisz tutaj list, adresowany do wszystkich grup przestępczych, zatem ta grupka powinna liczyć kilkadziesiąt jak nie kilkaset osób, a tam ile było? 10 razem z ochotnikami z konwoju? My strażnicy mamy działać schematycznie, regularnie i celowo. Nie będzie problemów, jeżeli każdy będzie pracował tak jak mu każę. Nie jestem dowódcą straży dlatego, ze wchodzę pod biurko, tylko dlatego, że podejmuje dobre decyzje, mimo że mogą źle brzmieć. Gdyby pan Kharim, zamiast łamać szyk i zatruwać mi głowę dyrdymałami pilnował wozu i swojego kompana, tak by nie było. Gdybyś nie próbował wyciągać informacji, tylko zatłukł to ostatnie zwierze z lasu, to byś szybciej dogonił uciekające wozy. Powtarzam i będę powtarzał częściej, po to są rozkazy, by je wykonywać. Oczywiście mógłby wyniknąć inny problem, lecz jak by było, tego się nie dowiemy, wazne, ze dostarczyliśmy towar. Lada moment wozy będą pełne, i wyruszymy w drogę powrotną.- Ponownie wlał do pustych szklanic płynu. - Odnośnie problemu pana Motyki, zorganizujemy dochodzenie i postaramy się tym zająć, lecz nie jest to naszym priorytetem, są inne służby od przestępstw na skalę kraju. Naszym celem jest zabezpieczenie kopalń i transportów kopalnianych. Nie jesteśmy w stanie zajmować się wszystkim i wszędzie. Z wielu przyczyn, nie nasze to kompetencje, nie mamy dość kapitału ludzkiego, mamy wystarczająco dużo obowiązków. - skończył i wzniósł szklankę do toastu, czekał na twoją odpowiedź.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej