Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ave ja! Ave wy!
Mohamed Khaled:
Ojciec dalej sobie pił herbatkę, jak gdyby nigdy nic. Za to brat powoli się podnosił. Kratos także się ocknął. To moj... alka! wybełkotał, i stanął na równe nogi. Brat to samo. Obaj się chwiali, ale już po chwili biegli na siebie z mieczami. Starcie dwóch magów bitewnych to cudo normalnie. Wymienili wiele ciosów, żaden nie trafił. I tak przez kolejną godzinę, gdy wreszcie Kratos złamał blok i uderzył. Sam w kontrataku dostał po ręce. ÂŻadnej krwi, bo trafił głowicą.. Znów zaczęła się walka. Miecze latały tam i z powrotem. I znów. Obaj padli na ziemie wycięczeni.... A ich ojczulek żłopał herbatkę.. Czwartą już...
Arya:
Tego już za wiele. Zdecydowanym krokiem podeszła do ojca i wytrąciła mu z rąk herbatę. Dosyć tego, tchórzu. Stawaj do walki, a nie pijesz sobie herbatkę. I zaczęła go prowokować. Nie zważała na konsekwencje swojego zachowania.
Mohamed Khaled:
Który - pytał Aryi. Który żywioł? A może coś z zaklęć zakazanych? zaczął się śmiać. Nie macie ze mną teraz szans... Dlatego piję herbatę.. Nalał kubeczek. Chcesz? - zapytał na poważnie.
Tymczasem bracia już kompletnie rozwaleni, tłukli mieczami, i wspomagali zaklęciami. Iście epicko to wyglądało...
Nawaar:
// tak fajnie napisałem a Ty o tym ani słowa ;p
Kharim postanowił wesprzeć towarzyszkę. - Walcz najpierw z zemną, później z nią, a tak poza tym nie szkoda Ci dwójki wspaniałych magów?. Kharim nie mógł tego pojąć, co za głupie brednie w końcu mogliby się pogodzić.
Arya:
Spojrzała spode łba na ojca. Jeszcze chwilę tak stała, groźnie mu się przypatrując. Udław się tą herbatą. Spojrzała bezradnie na Kharima. Podeszła powoli do walczących braci, zatrzymała się jednak kilka metrów od nich. Zaczęła ich okrążać, myśląc, jak przerwać walkę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej