Tereny Valfden > Dział Wypraw
Test zaufania #2 Szarleja. i Salazara
Szarleǰ:
- Powodów, dla których przechodze testy tego krasnoluda mam co najmniej kilka. Powiedział Szarlej nie spuszczając wzroku z Salazara. - Nie będę ukrywał, że interesuje się bronią palną. Chciałbym nabrać doświadczenia. Zanim tutaj przybyłem, studiowałem medycynę na jednej z lepszych uczelni w kraju. Nigdy nie byłem wojownikiem. Samopały, które opracowały krasnoludy, dają całkiem szeroki wachlarz możliwości, dlatego też postanowiłem się nimi zainteresować. Po tych słowach na jego twarzy zagościł zagadkowy uśmiech. - Poza tym, te brodate istoty to ciekawe stworzenia. Dobrze jest mieć je po swojej stronie. Dodał wciąż wbijając wzrok w jaszczura. - Jeśli chodzi o twoją prośbę... no cóż, chyba nie mamy innego wyjścia. Skoro jesteśmy drużyną... A co z tobą? Dlaczego tutaj jesteś?
Canis:
- Tutaj? żeby wykonać wspólnie z tobą zadanie... - i spojrzał pytająco na swojego kompana, lekko przekrzywił głowę, otworzył oczy w zdziwieniu i nie wiedział co człowiek miał na myśli konkretnie, tutaj... - Ale jeżeli masz na myśli na tym zadaniu, tu u krasnoludów, czego tu szukam... to odpowiedź jest prosta, nim wrócę do miasta, do swego domku z zatęchłym podgrodziu potrzebuję pieniędzy... broń palna... i tak mnie nie stać na naukę jej... chociaż wykonanie tego zadania otworzy dla mnie taką możliwość... na daleką przyszłość. - Po odpowiedzi na pytanie, spojrzał w górę i pomyślał. - A powiedz mi, jak wyglądało twoje poprzednie zadanie? Trudne miałeś?
Szarleǰ:
- Moje poprzednie zadanie - Podjął Szarlej - Zakończyło się niestety fiaskiem. Powiedział to w taki sposób, jakgdyby nie miało to żadnego znaczenia. - Jeśliś ciekaw, zdradzę ci szczegóły. Miałem pobawić się w windykatora na usługach jakiegoś brodatego karczmarza. Moim zadaniem było ściągnięcie długu od pewnego typa spod ciemnej gwiazdy. Niestety, jak się okazało, dałem się przechytrzyć. Przyłożona do głowy lufa samopału zaprawdę potrafi ostudzić zapał najmężniejszego wojownika. - Ton jego głosu nie wyrażał żadnych emocji, a od niego samego biła oślepiająca aura obojętności. - A co z tobą, jaszczurze? Powiodło ci się? Zwrócił się do Salazara taksując go przenikliwym spojrzeniem dziko-zielonych oczu.
Canis:
Krwisto czerwone oczy nie unikały spojrzenia zieleni.
- Zatem muszę ci powiedzieć, że ja miałem wiele prostsze zadanie. Miałem odwiedzić niecodziennego człowieka, alchemika o niecodziennym nazwisku. Właśnie taki teścik zafundował mi karczmarz z karczmy "pod kozim kopytem, do której się zresztą wybieramy. Obyło się bez większych problemów... no może poza dwójką strażników w K'efir, którzy uznali, że ich obrażam wypowiadając nazwisko tego alchemika... no może byłby problem z tymi strażnikami, lecz nie byli wiele lepiej ode mnie wyszkoleni, a zarazem bił od nich alkohol... Także nie mam tu wyczynu, którym mógłbym się chwalić. - Powiedział i lekko posmutniał.
Szarleǰ:
- Najważniejsze jest wykonanie zadania. - Rzekł odkrywczo. - Ciekaw jestem, co tym razem zafundują nam krasnoludy. Dodał w zamyśleniu. - Tak czy siak, w dwójkę powinniśmy dać radę. Powiedz mi coś o sobie, Salazarze. Ciekaw jestem, u czyjego boku przyjdzie mi w razie konieczności walczyć. Zaufanie to istotna rzecz.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej