Tereny Valfden > Dział Wypraw
Test zaufania #2 Szarleja. i Salazara
Canis:
- U jednego z niewielu Białych Jaszczurów... moje plemię żyło wspólnie z maurenami na niewielkiej wyspie. Wyspie Goofy'ego. Wiele lat temu, krótko po moich narodzinach, na wyspę przybył pewien lisz, wraz z paroma ludźmi i wytłukli wszystkich maurenów, oraz większość z nas. On schował swe serce w naszym grobowcu i odeszli... Wychowywany byłem tam krótko, po paru miesiącach opuściliśmy ukradkiem wyspę... potem samotnie trafiłem przez portal tutaj... poza tym incydentem wiele się w moim życiu nie wydarzyło... Myślę, że możesz być spokojny, sztyletu w plecy ci nie wbiję ;) - zażartował Salazar. - Myślę, że damy radę, tylko trzeba będzie spokojnie i racjonalnie podejść do tego co nam karczmarz zleci. Najważniejsze, jest przeżyć i nabyć doświadczenie chociażby praktyczne. Zadanie zawsze można wykonać... w razie błędów, niemożliwości powtórzyć czy poprosić o inne...
Szarleǰ:
- Ciekawa historia. Sam się podobną pochwalić nie mogę. Powiedział, a w jego głosie zabrzmiała nutka ironii. - Jeśli chodzi o moich rodziców, właściwie ich nie znałem. Nigdy mnie to jednak specjalnie nie interesowało, zresztą, wątpie by ktokolwiek z mojej rodziny jeszcze żył. Wychowali mnie przybrani rodzice, a właściwie zapewnili warunki do życia, bo wychowałem się raczej sam. Stąd też pomysł, by sie tutaj udać i wychowywać się samodzielnie w dalszym ciągu. - Kąciki ust wygięły się lekko. - Nie obraź się, że to powiem, bo zapewne jesteś dumny ze swojego pochodzenia. Jednak nie będę ukrywał, że gardzę tymi, którzy szczycą się spuścizną swoich przodków, szczególnie wtedy, gdy jest to jedyna rzecz, którą się mogą pochwalić. - Szarlej wciąż zachowywał kamienną twarz. - A ty? Co z twoimi poglądami, przekonaniami? Jak się zapatrujesz na ten parszywy świat, jaszczurze? Dodał poprawiając swoją pozycję w siodle.
Canis:
Zmierzył człowieczka chłodnym wzrokiem i powiedział.
- Sam mnie zapytałeś mnie, z kim masz do czynienia, skoro niczego jak dotąd nie zrobiłem, to jedyne co może mnie przedstawiać to to co się ze mną działo i z moją rodziną. Sam jak mówisz tez dopiero rozpoczynasz swą przygodę, więc jeżeli nie podobała ci się odpowiedź, to dziwię się, że pytałeś... po mej obdartej koszuli i postrzępionych spodniach... bez obrazy, ale niewiele różniących się od twoich, to ciężko oczekiwać by spotkać nie wiadomo jaką, a tym bardziej szlachecką personę. - Powiedział obojętnie, w końcu mówił zwykła prawdę...
- Na każdą osobę oddziałuje wiele czynników, jednym z nich są przodkowie, którzy tak wychowali twoich dziadów, potem rodziców, a w efekcie i ciebie za młodu... później wszelcy towarzysze, przyjaciele i inne takie... - pomyślał o cycatej dziewce z karczmy. - No i to co się w między czasie, później... wydarzy. Więc myślę, że w moim wypadku, jak i twoim, przynajmniej historia o tobie coś mówi. - powiedział i wyszczerzył swoje kły w uśmiechu.
- ÂŁadnie tu... obawiam się trochę zimy... mogę ją przespać niechcący. - posmutniał lekko... - Ale ogólnie ładna kraina, wiele się dzieje, a mimo wszystko jest względny spokój. Różnorodny krajobraż każdy znajdzie tu coś dla siebie. A ty? jakie jest twoje zdanie?
Szarleǰ:
- Eh... - Szarlej westchnął i spojrzał surowo na kompana - Nie piłem konkretnie do ciebie, jaszczurze. To tylko moje poglądy. - Powiedział po czym przeciągnął się wygodnie. - Nie miałem rzecz jasna nic złego na myśli. Poza tym, jak mogłem stwierdzić czy spodoba mi się odpowiedz, zanim zapytałem? Zamyślił się. - Tak czy siak, oczywiście nie uważam się za lepszego od Ciebie. Nie mówię o tytułach i dokonaniach, wszak obaj jesteśmy młodzi i wszystko przed nami. Chciałem tylko powiedzieć, że osoby, które wywyższają się ponad miarę z powodu dokonań swoich przodków, a tym bardziej osoby, które czerpią z tego korzyści materialne i żyją wygodnie dzięki swojemu pochodzeniu, są dla mnie mniej warci, niż goście w potarganych koszulach naszego pokroju. Sęk w tym, by na swoje imię zapracować samemu, miast podpisywać się pod tym, czego dokonał ktoś inny. Rozumiesz, Salazar? Zapytał. - W każdym razie, nie chciałem Cię urazić, a jedynie wyrazić swoje skromne zdanie. Chyba nie potrzebujemy sprzeczek, mam rację? Jest robota do wykonania. - Dodał pospiesznie by załagodzić sytuację. - A co do krajobrazu.. Taa, ładna jest tutejsza panorama. Lecz wątpie, czy w zimie będziesz miał czas na spanie, nawet z twoją jaszczurzą naturą. - Zaśmiał się.
Canis:
Uśmiechnął się.
- Ale ja się nie kłócę ;) . Tylko rozmawiamy. Kłótnie prościej się załatwia innymi sposobami. Poza tym, ze swoich przodków dumny nie jestem... próbowali kijami i grabiami przeciwstawić się oddziałowi ciężkozbrojnych oraz magów... to nie odwaga... to tylko głupota. Rozumiem co masz na myśli, lecz ja nie mam nic przeciwko ludziom, którzy szczycą się dokonaniami swoich przodków, o ile swoje dokonania także mają, a swoje funkcje poprawnie pełnią. - I przewrócił oczami o tak: <ignorant> . - Ułożę się ładnie nago pod jakimś jasnym kamykiem, nikt mnie nawet nie spostrzeże! Choćby się waliło, a wokół tysięczne armie wroga maszerowały... co zresztą zaczyna być realną, bliską groźbą... takie plotki chodzą, że bitwa się zbliża, ale nikt nie wie kiedy...
- Robota... byle by znowu nie musieć iść do alchemika... a przynajmniej na pewno trzeźwy tam nie pójdę... jak zajdziemy do karczmy musimy się czegoś napić... na powodzenie misji oczywiście.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej