Tereny Valfden > Dział Wypraw
Rozjechać ich!
Hagmar:
- Tak, to sprzęt Kompani Handlowej Pancerny Wiewiór.
Julian:
Wstałem od stołu i ruszyłem za krasnaldem. Dziwnie to wyglądało, ponieważ różnica wzrostu między nami była dość duża. Niemniej zachowałem pełną powagę sytuacji.
Adaś:
Prosto z karczmy udaliśmy się w kierunku północnej bramy. Tam czekały osiodłane konie, bo ktoś wspaniałomyślnie, je osiodłał wcześniej. W drodze nie mieliście żadnych przygód, prócz malutkich problemów z koniem Juliana. Gdyż koń ten był wyjątkowo uczulony na zapach alkoholu, którym nasz jeździec był przesiąknięty. A ponad to w połowie drogi zgubił podkowę. No ale ostatecznie, późnym wieczorem znaleźliście się w obozie. Wszędzie było czuć koński zapach, w końcu byliście w obozie najemnej kawalerii. Co prawda, były to jedne z najgorszych szumowin Valfden. Ale co najważniejsze, wywiązywali się z umowy.
Julian:
No cóż, jak się chleje całymi dniami to są tego efekty. Ciało i głowa zahartowane w tej dyscyplinie, ale nie można być przygotowanym na wszystko. Mój koń był abstynentem, a do tego miał krzywe nogi. Po paru godzinach drogi dotarliśmy do celu. Wszędzie, ale to wszędzie było końskie łajno. Oj wojenko, wojenko.
Hagmar:
... Cóż z ciebie za pani. Nucił w myślach krasnolud. - Dobra kurwie syny! Na koń i w drogę, nie płace wam za sranie i pieprzenie dziwek! Darł się Yarpen co by poognić zebraną naprędce hołotę. Mendy jakie zebrał były jednak najlepsze za tą cenę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej