Tereny Valfden > Dział Wypraw
Cicho! Połuję na kłółika! [polowanie Severusa, Nessy i Gordiana]
Nessa:
//: Wiemy i do tego pijemy :)
Nessa zaczęła przyglądać się pazurkom. Swoim.
Gordian Morii:
-No dobra, chodźmy dalej, bo jak tak dalej pójdzie zostaniemy tu do za rok. - rzekł Gordian, który jakoś tak średnio ostatnio miał czas na cokolwiek. Nie mniej jednak polowanie w tak zacnym gronie, to prawie arystokratyczny wyczyn. Trzeba będzie pomyśleć kiedyś nad jakimś bardziej "wykwintnym" wyjeździe. Takim z wozami, naganiaczami, sforą psów i pędzącymi przez bór jeźdźcami.
Dragosani:
I ruszyli dalej w kierunku bliżej nieokreślonym. Słońce schodziło coraz niżej, więc dwójka dziennych łowców musiała się w pewnym sensie ścigać z czasem. Za to wampir zaczynał mieć coraz to lepszy humor. Myśliwi przeszli bliżej nieokreślona odległość. Starali się iść cicho, aby w razie czego nie spłoszyć napotkanych zwierząt. W końcu udało im się dotrzeć nad niewielki strumień. Mógł on mieć maksymalnie z dwa metry szerokości i pół głębokości. Był niewielki. Woda radośnie płynęła w korycie, lśniąc w promieniach słońca przedzierających się przez korony drzew. Zaś nad jego brzegiem stały dwa jelenie. I popijały wodę, co chwila podnosząc rogate głowy, aby sprawdzić otoczenie. Dwa jelenie, akurat dla dwójki łowców. Oczywiście jeżeli uda się im ustrzelić zwierzęta, co wbrew pozorom może wcale nie być takie łatwe.
//Jest godzina 18:01. Jeszcze jest jasno.
//Lekki wietrzyk wieje od strony strumienia. Ledwo co można go wyczuć spomiędzy drzew.
//W tej chwili strumień i jelenie są od nas jakiś 99 metrów i 98 centymetrów. Zwierzęta są po "naszej" stronie rzeczki.
2 x Jeleń
- No to do dzieła - szepnął Drago. - Tylko uważajcie, bo one są cholernie płoche - poradził niczym doświadczony łowczy, co było na tyle zabawne, że przy elfce był amatorem.
Gordian Morii:
Tym razem jelenie, no cóż trzeba i kiedyś pierwsze poroże z łba oderwać prawda? Gordian sięgnął do kołczanu po strzałę i nałożył ją na cięciwę. Przygarbił się lekko i najciszej jak się tylko dało ruszył w kierunku zwierząt starając się nie tracić osłony z krzaków i innego roślinnego badziewia, którego pełno było wszędzie. Zwierzęta nie były małe a i odległość nie była monstrualna, więc prawdopodobieństwo chybienia było odrobinę mniejsze niż w przypadku ścierwojadów. Ale wiadomo, różnie to bywa. Naciągając cięciwę podniósł łuk i przycelował. Nie, nie starał się trafić w głowę. To był za mały i zbyt ruchliwy cel. Strzelał w korpus tak by przebić płuco i serce. Wypuścił strzałę po kilku sekundach, prosto w kierunku niczego nie świadomego jeszcze zwierzęcia.
Nessa:
Długouchej wzięło się na przemyślenia natury przestrzeni i podróży. Dzień zaczynał się kończyć, a Nessa dziarskim krokiem szła za kompanami z zamyśloną miną, jednak paradoksalnie wciąż czujną. Przemierzona odległość była nieokreślona. Kierunek marszu był nieokreślony. Jak można być pewnym czegokolwiek w tym dziwnym świecie? Myślisz, że idziesz kilometr na wschód, a tu cap! i jesteś już na zachodnim końcu wyspy. Jak żyć?
Pozostawiona z takim pytaniem elfka przyglądała się jeleniom. Wyjątkowo piękne zwierzęta. A ich uszka są strasznie urocze. Aż żal sięgać po strzałę, szczególnie że mięso najpewniej się zmarnuje, a same jelenie wydają się być takie do przytulenia mimo tego poroża. Jednak Tinuviel, nie ruszając się z miejsca, sięgnęła po pocisk. Wcześniej upewniła się, że wiatr jej nie przeszkodzi. Nie była pewna, czy Gordian da radę podejść zwierzaki, więc postanowiła pospieszyć się ze swoim strzałem. Kątem oka zauważyła, że nawet zgrabnie jak na człowieka mu to idzie. Celowanie nie zajęło jej długo, choć nie miała pewności, czy siła strzały będzie wystarczająca. Różnie to bywa w przypadku tak dużych zwierząt, ale trafienie w korpus czy szyję odpadało. Tinuviel w końcu zależało również na skórze. Po dwukrotnie dłuższym naciągu niż normalnie strzała pomknęła w głowę jelenia. Następna szykowała się na możliwe poprawienie błędu właścicielki.
28-1=27 strzał
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej