Tereny Valfden > Dział Wypraw

Cicho! Połuję na kłółika! [polowanie Severusa, Nessy i Gordiana]

(1/12) > >>

Dragosani:
Nazwa wyprawy: Cicho! Połuję na kłółika! [polowanie Severusa, Nessy i Gordiana]
Prowadzący wyprawę: Dragosani
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: Członkostwo w gildii ÂŁowczych Królewskich
Uczestnicy wyprawy: Severus, Nessa, Gordian


Wampir, gdy tylko odebrał krew z magazynu, poszedł w umówione miejsce, czyli pod gospodę. Zamierzał tam zaczekać na Nessę i Gordiana, z którymi miał wybrać się na polowanie. Instynktownie sprawdził, czy jego miecz gładko i swobodnie wysuwa się z pochwy. chociaż wątpliwe było, aby na polowaniu przydał się akurat miecz. Dlatego też wampir usiadł na ławce, stojącej pod gospodą i zaczął sprawdzać łuk, coby wyglądać profesjonalnie. Słońce jeszcze świeciło jak szalone, więc wampir miał twarz zakrytą takim bajeranckim kawałkiem kaptura, który służył do zakrywania twarzy i wyglądał jak coś w rodzaju maski.


//Jest 17 dzień Veris 16, godzina 16:28. Do zachodu słońca pozostało jeszcze kilka godzin.

Nessa:
Nessa zerknęła przez okienko i dostrzegła krwiopijcę. Jego ponownie pojawienie się przerwało miłą rozmowę z nowym-starym towarzyszem, choć na pewno będzie ona kontynuowana. Elfka podziękowała Orlanowi za pierogi, sprawdziła kołczan i ruszyła przed gospodę. Od razu, jak zobaczyła Severusa, miała ochotę zauważyć mu, że nikt nie będzie na nią cichał. Nawet pojęcia nie miała, dlaczego pojawiła się w jej głowie taka myśl. Kobiety to dziwne mechanizmy.
- Ohoho, w kościach nie czujesz, jaka pogoda będzie?

Dragosani:
Wampir zerknął na elfkę. Wstał z ławki i wsunął łuk do bajeranckiego nosidełka, które wisiało sobie radośnie na jego plecach. Oparł się o ścianę, aby nie dać po sobie znać tego, że jest strasznie osłabiony przez oddziaływanie słońca.
- Znając życie, pewnie jak tylko wejdziemy do lasu, zacznie padać deszcz - odparł optymistycznie. Zerknął przez okno do gospody, aby sprawdzić czy Gordian idzie. 
- Masz jakiś pomysł gdzie możemy się udać? - zapytał elfki.

Gordian Morii:
I wreszcie Gordian przyszedł ale nie z karczmy. Ubrany w super nowe ubrania i pancerze czuł się trochę jak jakiś Robert Kaptur, którego poznał kiedyś tam, lata temu w pewnym lesie, gdzie uprzykrzał życie jednemu staremu zrzędzie, który za wszelką cenę chciał zbierać gruszki z miedzy, która defacto nie należała do niego. Ale, to była historia stara i pewnie nie prawdziwa. Fakt był taki, że zaczęło lać i to tak solidnie, a jak wiadomo deszcze niespokojne są i lubią potargać las. Dobrze, że do wojny jeszcze kawałek, więc mamy na polowanie czas. 
Gdy Tinuvel wchodził do karczmy tylnymi drzwiami te skrzypnęły. Musiały skrzypnąć, bo były to bardzo konserwatywne drzwi, które z pokolenia na pokolenie twierdziły, że każde szanujące się drzwi muszą skrzypieć w zawiasach. A że większość bywalców karczmy to równie konserwatywni ludzie nikt zbytnio z nimi nie dyskutował.
-Jestem. - rzekł dosyć pewnie, czym zapewne wzbudziłby konsternację u jakiegoś filozofa, którego szczęśliwie nie mogło być w karczmie- przecież to nie te czasy.
- Wszyscy gotowi?

Gunses:
- Nesso! - zauważył Cię Bosper. Podbiegł do was oglądając się na magazyn
- Nesso, nie masz może przy sobie jakiś uszytych płaszczy? Właśnie Arcus wziął ostatni. Wiem, że coś masz pewnikiem. Chociaż kilka ;>

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej