Tereny Valfden > Dział Wypraw
Klątwy i uroki
Mohamed Khaled:
Ale to tak samo z siebie. Krzyknął. Heshar anash! Heshar anash! wypowiedział dwa razy. Dwie kule poleciały na bandytów. Starał się nie trafiać w roślinność, bo i tak zaczęło się już fajczyć. Pierwszy z pocisków wpadł na nadbiegającego, trafiają w brzuch. Drugi z pocisków. pociśnięty w bandziora trafił w nogę, przepalając mu ją na wylot. Kurwa...
4/5 bandytów. (Jeden ranny)
Melkior Tacticus:
- Nie krępuj się. - odparł elf i poczekał aż wampir dokończy "kolacyjke". - Tylko się wytrzyj. Myślę że moglibyśmy ruszyć, z twoimi zdolnościami damy sobie radę.
Jiroslav:
Bandzior trafiony w nogę padł na ziemię zwijając się z bólu. Trójka dobiegła do magów i rozpoczęła się walka wręcz. Jiros odbił skierowany na niego atak mieczem, odskoczył w tył i dźgnął bandytę kosturem w grdykę. Ten wypuścił miecz i złapał się za szyję, więc dostał jeszcze po kolanach. Przewrócił się, a przyszły mag dosłownie wgniótł jego głowę w ziemię wspierając się całym sobą na kosturze.
Dwóch rzuciło się na Kratosa.
//Lepiej tak zapisać.
Bandyci 3/6 (jeden ranny)
Nikolaj:
- Prawda. ÂŚpieszmy się puki jest noc - powiedział wycierając się kawałkiem szmatki, jaką wyrwał bandycie. I tak nie była mu potrzebna.
- Poczekaj jednak chwilkę... - zaczął przeszukiwać wszystkie zwłoki. Szukał monet, notatek, czegokolwiek wartościowego. Szukał dokładnie, zaglądał nawet do butów.
Mohamed Khaled:
Heshar Anash! Wykrzyczał. W jego ręce powstała mała kula ognia, którą pocisnął psioniką. Trafiła ona w usta bandyty, przepalając jego głowę na wylot. Drugiego chciał wykończyć w bardziej tradycyjny sposób.
Wyciągnął ostrza, i ruszył na bandytę. Skrzyżowali oni miecze, po czym zaczęli zadawać ciosy. Kratos robił uniki, tak jak jego przeciwnik. ÂŻaden nie mógł trafić, do czasu kiedy obaj potknęli się o kamień i upadli. Od tego, kto pierwszy wstanie zależało życie. Kratos przekaturlał się na bok, i szybko wstał. Jego przeciwnik zrobił to samo. Ponownie skrzyżowali miecze.
Ostrza zaiskrzyły się. Walka zdawała się być już przesądzona dla Kratosa, gdy ten potknął się o kamień. Jednak nie tak łatwo był go pokonać. Nie po tylu bitwach. Kopnął bandziora w jaja, i wstał...
Chwycił mocno ostrza, po czym zaczął młynek. Miecze kręciły się w okół, gdy nagle jedno z nich trafiło bandytę, a drugi poleciał i wbił się w drzewo. Stal wbiła się korpus rabusia, wcinając się w ciało. Nie miło to wyglądało, już po czynie. Gdy ostrze zostało wyciągnięte, wielka rana zaczęła obficie krwawić. Mag podszedł do drzewa, gdzie wbiło się jego ostrze, i wyciągnął je. Po wszystkim, podszedł do bandyty, wytarł miecze i je schował.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej