Zeleris czuł się dziwnie. Jak to jest, że zawsze po jakimś "wypadku", który nadszarpnie mu pamięć, kończy ubrany w jakieś szmaty? Chociaż dobre i to. Latanie z wywieszonym sprzętem byłoby jeszcze dziwniejsze. I mogłoby się skończyć spałowaniem przez jakieś służby porządkowe. I wylądowaniem w lochu. A tak, to przynajmniej wygląda tylko jak żul. W końcu jednak dotarli do karczmy. Słysząc słowa karczmarza (i widząc minę) mag miał bardzo złe przeczucia. Jednak wyparł je, nie mogąc w ogóle pojąć ich grozy.
- Wieczór kawalerski? - zapytał. - Znaczy, że tutaj sami kawalerowie? - Instynktownie odrzucał związek takiego rodzaju imprezy z pewną ceremonią. - Udał się... ? - odpowiedział, wręcz zapytał, roglądając się po towarzyszach. Nie był pewien, czy się udał.