Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kac Marant
Zeleris Flamel:
Jak już wspomniano podróż mijała w ciężkim oczekiwaniu. W sensie symbolicznym cała "drużyna" była przygnieciona tym ciężarem. Oczywiście nie przeszkadzało to im gadać głupot. Ale cóż, tak bywa. W końcu natrafili na zniszczoną karawanę. Resztki wozów i ciała walały się po drodze. Jeden z kupców żył i wyrażał swoje niezadowolonie, poprzez tracenie wilgoci z ciała przez oczy. Można i tak.
- A tyle razy mówili... "Piłeś? Nie jedź." - skomentował półgłosem mag. Sam nie chciał rozmawiać z kupcem. To pewnie tylko jeszcze bardziej wytrąciło by go z nieistniejącej już rownowagi.
- Zapytajcie go, czy ma gdzieś tam flaszkę - podpowiedział cicho Edziowi i Adasiowi.
Adaś:
-Jebie trupem.-Stwierdziłem rzeczowo, widząc rozbitą karawanę. Jakoś nie wpłynął ten widok na moją, spaczoną psychikę. Dla mnie była to norma, jak i pewnie dla każdego w tym towarzystwie. Ale tak rozglądając się i słysząc słowa Mogula, dostrzegłem owego kupca. Od razu narzuciło mi się pewne skojarzenie, którym nie ukrywam chciałem się podzielić, oczywiście szeptem:
-Coś czuję, że ktoś mu zajebał kamienne tabliczki. Za które od pewnego maga dostałby sporo forsy.
Nie czekając na odpowiedź, zbliżyłem się do kupca, położyłem mu rękę na ramieniu. Co na niego lekko wpłynęło, bo spojrzał na mnie. Wyglądał bardziej na załamanego, niż na osobę która się boi. Stojąc tak nad nim, postanowiłem zadać mu pierwszy pytanie, oraz pamiętać o prośbie ÂŻelka:
-Panocku, co się stało się? I wiem że Pańskie życie mogło legnąć w gruzach nie dawno, ale nie macie czym napoić spragnionych podróżnych?
Mogul:
- Jak to co, bandyci! Mogliście zauważyć iskrę w oczach Mogula.
- O, widzicie to drzewo? Zasadzkę uczynili gnojki jedne, porwali dużo złota. Kolejna iskra, którą postronny mógłby nazwać już płomykiem. Panowie, pomóżcie, a obsypie was niedługo złotem, toż to inwestycja miała być życia.
Adaś:
-I co sądzicie?
Spytałem towarzyszy, nie powtarzając Słów kupca, zresztą po co, skoro wszyscy słyszeli? A przypadek ten nie był pierwszy, ot codziennie kupcy tracili swoje"interesy życia" Czy to przez leśnych bandytów, czy innych bankierów
Zeleris Flamel:
Słowa kupca jakoś przemknęły przez uszy Zelerisa i nie zwrócił na nie uwagi. Usłyszał tylko dwa z nich. Te dotyczące złota.
- Dobra, przekonał mnie. Pomogę mu. Kto jeszcze? - powiedział już normalnie, nie cicho jak przedtem. Niech się kupiec ucieszy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej