Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wyprawa do Mirty - przebudzenie upiora.
Julian:
Zobaczyłem trójkę nieumarłych, którzy dość szybko przemieszczali się w naszym kierunku. Zacząłem się bać. Pierwszy raz miałem do czynienia z takim rodzajem ożywieńców. Zartat mnie chroni. Wiedziałem, że sobie dam radę, ale martwił mnie problem braku miejsca. Było nas trzech, każdy z nas miał miecze, a Aurius jeszcze tarcze. Mówiąc w skrócie zestaw nie do walk z ciasnych pomieszczeniach. Brak miejsca, będzie trudno.
Postanowiłem zastosować taktykę obrony stałej, ewentualnie ratując się małymi, statycznymi unikami. Wysunąłem się o dwa kroki do przodu i czekałem na pierwszego potwora. Nie musiałem długo czekać. Gdy zbliżył się w moje nozdrza uderzył charakterystyczny zapach. Jakby to powiedział poeta "Nie pachniał Ci on fiołkiem!"
Potwór z wściekłością rzucił się na mnie mogłem tylko machać mieczem z nadzieją, że uszkodzę mumię na tyle, że chociaż o odrobinę. I o dziwota słabym poziomym cięciem udało mi się przebić obandażowany bok mumii. Mumia zawyła w sposób nad wyraz przerażający. Należy zaznaczyć, że cięcia poziome jak i pionowe były ograniczone poprzez kształt pomieszczenia, toteż nie były one zbyt silne, ale zdawały egzamin.
Po chwili potwór zaszarżował na mnie ponownie. Postanowiłem zaryzykować. Uklęknąłem, a miecz ułożyłem pod kątem 60 stopni. Gdy nieumarły był coraz bliżej szybko wstałem, a miecz uniosłem w górę i trafiłem przeciwnika w szczękę. Przebiłem mu podbródek na skutek czego stracił on umiejętność gryzienia. To go ogłuszyło. Cofnął się o parę kroków. Postanowiłem się nie cackać z nim bardziej. Starałem sie wykorzystać to, że jest lekko ogłupiony. Postanowiłem pionowym cięciem skrócić go o rękę. Udało sie to jednakże potwór znwou zaczął atakować. Cofnąłem się o dwa kroki i zacząłem wymachiwać poziomo mieczem. Oczywiście tak, aby nie zranić współbraci. Gdy w pewnym momencie on zamachnął się, aby zaatakować mnie pazurami, ja skontrowałem jego atak. Kawałki jego kości i bandaży.zasypały podłogę i spadły schodami w dół. Ponownie zaatakowałem, mumia skontrowała, jednakże byłem silniejszy. Uciąłem mu ramię na wysokości stawu.Potwór był bezbronny. Ucięcie jego głowy było już tylko koniecznością. Wbiłem mu miecz pomiędzy oczodoły i pchnąłem go w dół, gdzie roztrzaskał się. Miałem nadzieję, ze to spowolni jakiegoś nieumarłego tak długo, abym mógł pomóc braciom.
Canis:
//Mumie są bardzo blisko Zakonników. Mumia, którą Aurius chciał spowolnić... rzeczywiście manewr poniekąd się udał, mumia potknęła się o stopień lecz nie przewróciła. Spowodowało to spowolnienie jej o jeden metr.
Doszło do bezpośredniego Starcia, Julian zamordował jedną bestię, lecz bestia pędząca metr dalej wykorzystała sytuację starcia bezpośredniego mumii z Julianem i używając energii magicznej zaczęła wykonywać atak Pętanie i bandażami owijać ruchome części ciała zakonnika, nogi.
Canis widząc sytuację nie zwlekał, puścił pochodnię i dobył miecza, po czym przybliżył się do ściany. Puścił się schodami obok Juliana, przy ścianie, by obciąć Bandaże drugiej mumii. Gdy zbiegł po schodach (wykonał może 3 spore kroki...) wykonał cięcie pionowe od góry tnąc bandaże przy rękach nieumarłego. Stworzenie rozwścieczone obróciło się błyskawicznie i z morderczym zapałem zaczęło wymachiwać łapami z ostrymi pazurami. Canis nie zwlekał i oparł się o ścianę unikając pazurów, dosłownie zjechał po ścianie siadając na czterech literach by uniknąć kolejnych ataków, wykonując ten manewr oddalił się od pazurów i zanim stworzenie zdążyło "przestawić" swój cel szybkich ataków nieco niżej wyprowadził pionowe pchnięcie wbijając stalowe ostrze w ciało mumii od dołu do góry ostrzem. Stwór nie poczuł bólu, lecz utkwiony miecz powodował pewne ograniczenia w ruchu. Canis nie zwlekał rzucił się schodami w dół unikając nadchodzących ataków. rzucając się zakrył głowę by przypadkiem się nie zabić. Zakonnik zjechał tak 3 metry w dół, lekko zdezorientowany szybko się otrząsnął i wstając na schodach dobył swoją druga broń, srebrny kiścień. Stworzenie również nie czekało. Od razu puściło się schodami w dół za zakonnikiem. Canis obrócił się na schodach i oceniając odległość od potwora wykonał zamach by trafić stworzenie prosto w głowę. Szczęśliwie - udało się. wykonując zamach od prawej strony bronią trafił srebrną kulą Mumię Raanaar prosto w głowę przebijając, miażdżąc czaszkę i mózg w środku, co automatycznie unieszkodliwiło stworzenie.
Mimia Raanaar swoimi ostatnimi tchnieniami, zdążyła wbić pazury w ciało rekruta. wbiła je idealnie pod żebra, szczęśliwie rana nie jest śmiertelna, lecz w połączeniu ze stłuczeniami których doznał rzucając się po schodach spowodowało jego odpłynięcia. Zemdlał.
1/3 Mumia Raanaar
Aurius:
Auriusowi została do załatwienia ostatnia mumia. Musiał się z nią uporać szybko, gdyż Canis potrzebował pomocy. Jednak rycerz schował swój miecz i został jedynie z tarczą. Miast broni chwycił za pozostawioną przez rekruta pochodnię. Zbliżył się do nieumarłego i pchnął go płonącym kijem w klatkę. Część bandaży podchwyciła płomień. Ogień rozprzestrzeniał się po ciele mumii. Aurius odrzucił pochodnię na bok. Przeciwnik zaczął wymachiwać łapami i wydawać straszliwe jęki. Paladyn przemieścił się natychmiast za plecy swojego napastnika, wyjął znów swoje srebrne ostrze i prostym ruchem wbił w tył głowy mumii. Klinga przeszyła stare bandaże oraz czaszkę, aby w końcu sięgnąć mózgu. Nagłe przerwanie połączenia z źródłem jej życia zakończyło walkę. Stwór padł na ziemię wciąż się paląc. W powietrzu było czuć odór palonych ziół. Paladyn zszedł czym prędzej na dół żeby sprawdzić stan Canisa.
Canis:
//Aurius sprawdził stan na tyle, ze rana w brzuchu była głębokości 2 centymetrów a długości 7 centymetrów nieźle krwawiła. Rekrut zemdlał, był nieprzytomny.
Gdy Aurius zszedł an dół rozświetlił całe pomieszczenie. Dało się zauważyć że jest to spore pomieszczenie w kształcie trójkąta równobocznego, a każdy jego bok miał długość 15 metrów. Przy każdej ścianie postawiony był jeden złotawy sarkofag, z kamienia lecz w kolorze złota, a pod każdym z tych sarkofagów stały skrzynie. ÂŁadne zdobione srebrne skrzynie. Posiadały kłódki, w przypadku bardziej dogłębnym sprawdzaniu, były to duże kłódki żelazne, bardzo łatwo byłoby je uderzyć młotem i być może otworzyć... na końcu pomieszczenia razem z grotem trójkąta zaczynały się schody prowadzące na góre. pojawił się tam ponownie srebrzysto błękitny ognik podskakując radośnie wskazywał by iść dalej...
Aurius:
Aurius wyjął zwyczajową flaszkę spirytusu, którą nosił z sobą raczej nie ze względu na upodobanie sobie mocnego alkoholu. Polał nieco nim ranę dla oczyszczenia, a potem wyjął bandaże i opatrzył rannego. Odpiął też drobny bukłak. Polał nieco twarz Canisa wodą, ale niewiele to dało. Wyjął więc ostatnią rzecz jaką miał z swego medycznego ekwipunku. Powiedziano mu że to specjalna sól, która postawi na nogi nawet nieboszczyka. Paladyn przyłożył woreczek pod nos rekruta.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej