Tereny Valfden > Dział Wypraw

Bo czasem wystarczy wyjść do karczmy

<< < (7/11) > >>

Gordian Morii:
W czasie tej krótkiej podróży z karczmy do portu Gordian wymyślił sobie w miarę wiarygodną bajeczkę, którą planował sprzedać owemu człowiekowi, którego karczmarz nazwał detektywem. Planował powiedzieć mu, że... choć czy to było teraz ważne? Raczej nie. Ważne było, żeby jak najszybciej zniknąć z ulicy, było zimno, a od wody powiewał jeszcze chłodniejszy wiatr. Ręce kostniały, szczęka sama zaczynała trząść się z zimna, a uderzający w twarz wiatr zdawał się ciąć małymi mithrilowymi ostrzami brzytew. Słowem zimno jak u biednego w piecu.
Tinuvel starał się omijać co większe kałuże i zaspy, aby uniknąć dodatkowego przemoczenia butów i można by powiedzieć, że praktycznie osiągnął cel, gdyby nie pies wyskakujący z jakiegoś podwórza, którego ujadanie tak przestraszyło mężczyznę, że aż wylądował w głębokim po kostki roztopionym śniegu barwy i zapachu niezbyt przyjemnego.
Klnąc pod nosem na swoją nieuwagę dotarł wreszcie do celu, więc nie myśląc długo zapukał.

Hagmar:
Drzwi otworzył Ci niziołek, i gestem zaprosił do ciepłego i eleganckiego pomieszczenia, które zaaranżowano na coś w stylu poczekalni. - Szef zaraz pana przyjmie, ma spotkanie z klientem. Mogę zaproponować herbatę?

Gordian Morii:
- O! Dzień dobry, a właściwie dobry wieczór? - rzekł niezwykle ucieszony tym, że drzwi tak szybko się otworzyły. Otrzepując buty z przylepionego doń śniegu wszedł do środka pomieszczenia. Gabinet, czy właściwie poczekalnia była bardzo gustownie urządzona. Wprost idealnie jeśli chodzi o to, co lubił Tinuvel.
Gdy zapytano go o herbatę z wielką ochotą zgodził się i usiadł w ciszy, czekając na możliwość przyjęcia.

Hagmar:
Z jednego z pomieszczeń wyszła zapłakana kobieta ubrana w czerń, stojący w drzwiach człowiek skinął na ciebie zapraszając do gabinetu. Samo biurko kosztowało chyba fortunę podobnie jak i krzesła. - Witam pana, jestem John Guts prywatny detektyw i handlarz informacjami. Proszę siadać. Niziołek w tym czasie przyniósł herbatkie.

Gordian Morii:
Yyyy i czasem w życiu człowieka następuje taki moment, w którym stwierdzasz, że chyba trafiłeś pod niewłaściwy adres i teraz trzeba się z tego jakoś wymigać. Szybko i w miarę bezboleśnie.
- Witam pana,panie Guts. Nazywam się... Eltharias Livrith i z polecenia pewnego kupca znalazłem się w pańskim biurze. Z tego co widzę zaszło chyba jakieś wielkie nieporozumienie, gdyż ja poszukiwałem bardziej jakiegoś prostego wygi czy innego obieżyświata, który znałby kilka faktów mnie ciekawiących, a tutaj trafiłem do pana. Chyba nie ma sensu zawracać panu głowy takimi błahostkami jak poszukiwania dawnego znajomego, któremu jest się winnym parę groszy. Uprzejmie proszę o wybaczenie. Do widzenia.
Trzaba było się jak najszybciej ulotnić, gdyż ten człowiek wiedział dużo, to było pewne. Ale pewne było też to, że za jego wiedzę trzeba było równie dużo zapłacić, a na to nie było go po prostu stać. Gordian nie widział też teraz sensu w podawaniu swojego prawdziwego nazwiska, bo.. komu to potrzebne, zwalił więc całą winę za zamieszanie na zakonnika, który w chwili obecnej już dawno odpoczywa w Kotle Dusz oglądając Zartata.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej