Tereny Valfden > Dział Wypraw
Bo czasem wystarczy wyjść do karczmy
Gordian Morii:
Nazwa wyprawy: Bo czasem wystarczy wyjść do karczmy
Prowadzący: Aragorn
Wymagania: brak
Uczestnicy:Gordian
Pożegnawszy się z rozmówcą Gordian zabrał mieszek i chowając go w wewnętrzną kieszeń wstał z zamiarem wyjścia z karczmy. Rzut oka na to co dzieje sie za oknem i kolejny tym razem na rozpalony kominek szybko ostudziły jego zapał, ale coś trzeba było zrobić. Chcąc nie, chcąc podszedł do karczmarza i zapytał.
-Znasz miasto pewnie lepiej niż ktokolwiek, a to z własnego doświadczenia, a to z opowieści innych. Nie znasz może jakiegoś krawca albo kuśnierza mieszkającego gdzieś w pobliżu? Potrzebuję kupić jakiś ciepły płaszcz, najlepiej z grubym futrem. Słyszałeś coś?
Hagmar:
- O, z tego co wiem krawcem jest niejaka Nessa Tinuviel panie. Mieszka na podgrodziu.
//Tak. Nie ma kupywania od NPC ;/ Tera wszystko jest zależne od graczy.
Gordian Morii:
- Znam ją, ale teraz nie mam czasu. No nic, jakoś dam radę. Bywaj. - rzekł na odchodne i opuścił karczmę. Można powiedzieć, że mógł spokojnie wyruszyć gdyby nie to, że jego strój średnio nadawał się do wyjazdów w taką pogodę, co jednak można było zrobić? Naciągnąć rękawy, postawić kołnierz i obierając za cel ciepłą karczmę podążyć do najbliższego portalu, który miał go przenieść bliżej celu.
Hagmar:
Był jeden problem. Takich portali nie było w pobliżu ;[ Pozostało jedynie jechać konno.
Gordian Morii:
Nie było innego wyjścia jak wrócić do domu i z przydomowej stajni zabrać młodego karego ogiera, który miał stać się towarzyszem podróży na kilka najbliższych dni. Przekładając zamiary w czyn Gordian popędził do dzielnicy obywateli, by zabrać stamtąd swojego konia.
Gdy wszedł do stajni uderzyło go przyjemne ciepło zgromadzonych tam koników. Tinuvel wybrał jednego z nich i narzucił na jego grzbiet derkę i siodło. Potem zajął się tym co najgorsze czyli kantarem. Chyba, żaden koń nie lubił tego "zbrojenia". Ten również bronił się przez chwilę ale nieustępliwość Gordiana zwyciężyła i po niecałym kwadransie zmagań na dziedzińcu przed domem stał już przygotowany do drogi konik. Gordian pobiegł jeszcze do piwnicy by zabrać w juki trochę wina z korzeniami i sera, a potem usadowiwszy się w siodle wyruszył w kierunku Ombros uprzednio dopytując się czy aby na pewno jedzie w dobrą stronę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej