- A ciebie pies jebał... - rzęził staruszek przygnieciony cielskiem poczwary. Ta próbowała się do niego dobrać, ale na kamieniu, który ogarną ciało czarodzieja powstawały tylko małe ryski. Bestia zdając sobie sprawę, że w taki sposób nic nie zdziała postanowiła zmienić taktykę. Podniosła wysoko przednie odnóża, by z impetem rozbić je na klatce człowieka. Ale on miał zbyt trzeźwy umysł, by dać się tak łatwo podejść. Wiedział co trzeba zrobić. Wiedział jakie ma asy w rękawie. Energia magiczna wypłynęła z jego duszy. Popłynęła w kierunku bestii i złapała ja za atakujące przednie odnóża. Nagle wszystko zamarło, wynaturzenie zajęczało dziwnie, może ze zdziwienia, a następnie wydało z siebie pisk rozpaczy. Wiekowy elf wyrwał bestii odnóża od korpusu i odrzucił gdzieś tam, hen. Ta pacnęła na niego nie mogąc złapać równowagi...
Odzyskała ją dopiero, gdy odpowiednio ustała na pozostałych czterech odnóżach. Odeszła kilka kroków, złapała starca za nogę i odrzuciła kawałek. Elrond szybko wstał i z kosturem w dłoniach naparł na wynaturzenie. Chciał uderzyć z góry nie trafił, bestia była zbyt szybka. Sama zaatakowała taranem, ale Arcymag zręcznie zablokował jej zapędy martokinezą. Nie czekając ani chwili ponownie zaatakował. Pocisk martokinetyczny wpłynął do głowy poczwary, by z ogromną mocą wybuchnąć, zdobiąc wszystko wokół kawałkami czarnej mazi, chitynowego pancerza i mózgu... Miał nadzieję, że poczwara jest martwa.
4/6