- Mógłbym wjebać w bagno, ale wolę nie ryzykować, że się z niego wygrzebie. Nigdy nic nie wiadomo. Od kilku minut proszę o kałuże lawy, ale wszyscy mają to w dupie. To co mnie to? - wzruszył ramionami. Odwrócił się, skoncentrował i podniósł prawą dłoń. Jedna z belek podporowych, długości kilku metrów, zwęglona w połowie, poderwała się. Ruszył ręką w bok, a bela jak zaczarowana, bo wszakże były to czary, również powędrowała w bok. Gdy przestał się nad nią koncentrować, uderzyła z impetem w budynek obok, również w połowie zniszczony przez meteoryty.