Tereny Valfden > Dział Wypraw

Doprowadzić sprawy do końca - Ansir

<< < (90/105) > >>

Elrond Ñoldor:
- To jesteśmy kwita - wyszczerzył lekko zęby. Przechylił miksturę i wlał prawie cała w żołądek. Zostawił trochę na dnie. To co zostało wylał lekko na dłoń i przesmarował miejsca gdzie miał rany. 
- Powinno wystarczyć. ÂŻebyś wiedział z jakim gównem teraz walczymy... Chłopie. Zwinne szybkie. Macki na plecach.  jeszcze oślepią jakimś błyskiem - przeżywał staruszek.

Devristus Morii:
Słyszałem Meaneba. Jego donośny głos dotarł nawet tutaj, czyli do początków schodów albo końca schodów. Zależnie z której strony patrzeć.

Elrond Ñoldor:
- Taa... Stara śpiewka. Władza nad światem i inne brednie. ÂŻe też mu się to nie znudzi? Co takiego jest na tej małej wysepce, że i ja chce zająć? To podejrzane. Trzeba będzie to omówić z królem, bo nie sądzę, że jedynem powodem walki jest tylko ambicja jego ojca

Mohamed Khaled:
Grishil ipash grusha elash! wykrzyczał głośno. Niedaleko maga została wytworzona kałuża lawy, a w niego biegł jeden z mutantów. ł blisko lawy, a Kratos miał nadzieje że trafi do środka

//Z tego co umiałem został jeszcze jeden.

Isentor:
//Mam wrażenie, że nie przeczytałeś żadnego postu z walką. Pisałem z dwa razy, że przeciwnik jest ukryty, a Ty cały czas piszesz posty, że go znajdujesz, że go zabijasz etc. Zwróciłem Ci uwagę ale jak grochem w ścianę.

Mutant cały czas czaił się w ukryciu, więc czar Kratosa na nic się zdał. Przeciwnik wyłonił się jakby dosłownie znikąd tuż za plecami adepta. Strzelił zabójczą macką niczym z pejcza pozbawiając Kratosa palca środkowego i serdecznego u prawej dłoni. Druga z macek świsnęła przeszywając powietrze. Nieszczęśnik poczuł jak po klatce piersiowej ścieka mu krew, wypływająca obficie z rany od obojczyka po miednice; cięcie głębokie na 3 centymetry.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej