Tereny Valfden > Dział Wypraw
Doprowadzić sprawy do końca - Ansir
Malavon:
De'Vir po pewnym czasie mógł opuścić zaklęcie. Bestia w środku przestała się ruszać. Zwyczajnie utopiła się. Po tym zaklęci na placu boju pozostała niewielka grupka potworów. Elfi mag postanowił to zakończyć jednym ruchem. Zebrał w sobie znaczną ilość energii, by chwilę później uwolnić ją, a za pomocą dodatkowych słów przekształcić w niszczycielskie zaklęcie. -Anoshu izosh ruash uphu grash! Niebo pociemniało tak jak na początku bitwy. Czarodziej skupił się na grupce pozostałych stworów, parę pomiotów i jedno wynaturzenie. Nie trzeba było czekać długo żeby posypał się na nich grad morderczych odłamków lody. Twarde lodowe pociski uderzały bez litości w ciała mutantów. Kilka minut później, już nic się nie ruszało, a z pomiędzy chmur spadały drobne płatki śniegu.
0/10 wynaturzeń mutacji
0/460 pomiot mutacji
Elrond Ñoldor:
- Wydawało mi się, że już cała przejrzana...
Mogul:
Ciężko dysząc ork doszedł do swoich broni. Walka skończona. Rana, która powstała w wyniku pchnięcia wynaturzenia pulsowała i rozciągała się dalej niż powinna. Wbrew pozorom nie mogła zadać takich obrażeń Khanowi, lecz coś było nie tak. Ork postąpił krok do przodu i zakołysał się. Szum w uszach i przejaskrawienie barw mogły świadczyć o tym, że powoli tracił świadomość z powodu bólu który czuł. Teraz wiedział na pewno, został trafiony w swoją starą ranę, która prawie odebrała mu życie i nadzieje na wszystko. Mogul automatycznie przypomniał sobie tą chwilę. Chwilę, gdy szaman zakazał mu dalszej wojaczki z powodu tejże rany. Bułat, który trzymał w prawej ręce wypadł mu. Nie kontrolował drgań swojej zranionej ręki. Zrobił kolejny krok do przodu, jakby gdzieś szedł i upadł na jedno kolano. Jego wzrok stał się jakby nieobecny, lecz dalej trwał. Nie chciał się poddać i zemdleć, bo wiedział, że przez to może się nie podnieść już wcale. Czy to tak ma się skończyć? Jego myśli zdawały się odlatywać gdzieś daleko. Adrenalina i szał krwi przestawał działać, zdawał sobie z tego sprawę.
Canis:
Canis dojrzał osuwającego się z nóg Mogula.
- Medyka! ciężko ranny. Auriusie! Twoje umiejętności mogą być tu potrzebne... Bądź jakiegoś maga...
Aurius:
Paladyn pobiegł do miejsca, gdzie zostawił swój podręczny ekwipunek. Kiedy już wziął co trzeba, namierzył wzrokiem orka i przemieścił się obok niego. Wyjął niewielką buteleczkę i spory kawałek zwiniętego bandaża. -Może trochę zaboleć. - ostrzegł i polał ranę spirytusem. Po chwili usunął spirytus czystą wodą. Aurius zaczął bandażować orka wokół rany. Dość mocno, aby nie krwawił tak, ale jednocześnie nie tak bardzo żeby mu to przeszkadzało, czy kompletnie odcinało dopływ krwi. -To tylko chwilowe rozwiązanie orku. Potrzebna ci mikstura. - oznajmił mężczyzna. -Ktoś wie, gdzie reszta drużyny? Wybiorę się szybko po kogoś z nich. On nie może czekać za długo.
Medyk
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej