Tereny Valfden > Dział Wypraw
Doprowadzić sprawy do końca - Ansir
Gunses:
- Moja krwa posiada przeciwciała które zwalczają zakażenia. Podałem mu litr krwi, to dużo. Teraz trzeba czekać
Canis:
Jako, że Canis umiał (niekiedy) liczyć siły na zamiary wiedział, ze w obecnym stadium swojego wyszkolenia, nie jest w stanie zadać żadnej sensownej rany przeciwnikowi jakim miało by być wynaturzenie mutacji... Postanowił postarać się zająć kolejnym Pomiotem Mutacji. Mógł je policzyć na palcach co stworzyło nie lada problem który to palec wybrać, jako, że niemal każdy z nich był już "obstawiony" przez żołnierzy. Niemniej jednak wybrał jedną z dziesięciu owiec i jak ten baran pomknął do bezpośredniego starcia.
Z wyciągniętym upapranym od krwi mieczem w krwawym szale pędził niczym szalony chcąc zadać jedno, czyste, zdecydowane i jakże śmiertelne cięcie. Lecz jak to zwykle bywa u niedoświadczonego wojaka w bitwie nigdy nie jest tak ładnie jak by się wymarzyło. Potknął się o tarczę martwego rycerza leżącego obok i zarył facjatą o ziemię. Czym prędzej wstał z ziemi trzymając miecz w dłoni i rozejrzał się czy zagrożenie nie jest tuż przy nim. I rzeczywiście było, lecz pochłonięte walą z dwoma innymi rycerzami. CZym prędzej bez zastanowienia wymierzył mocny atak w plecy bestii. Bestia w wyniku rany upuściła sztylety którymi parowała ataki rycerzy króla.
Rycerze jako że bestia utraciła swoje bronie bez oporu wbili miecze w ciało stworzenia tworząc kolejne głębokie rany kute w ciele stworzenia. Dokładnie w tym czasie Canis wyciągnął swój miecz z pleców Pomiotu i wymierzył poziome cięcie odcinając głowę stworzenia. Ciało Mutanta opadło na ziemię bezwładne i bezgłowe, Głowa potoczyła się z pół metra obok ciała. Pozostała reszta do wybicie, zatem czym prędzej ruszył do dalszego natarcia...
3/10 wynaturzenie mutacji
9/460 pomiot mutacji
Elrond Ñoldor:
- Koniec końców i tak powinniśmy się stąd zbierać - spojrzał pytająco na Isentora.
Mogul:
Mogul spotęgował zmysły i starał się opanować. Z powodu łatwego wpadaniu w szał przychodziło mu to bardzo ciężko, ale nie było innego wyjścia jak uspokoić się i walczyć z rozwagą. Doskoczył do kolejnej trójki pomiotów i wykonując ponownie piruet ciął zabójczo wszystkimi swoimi ostrzami. Był to istny taniec ze śmiercią. Wbił swoje bronie w ziemie, nie miał szans zranić wynaturzeń. Zostało walczyć gołymi pięściami. Podbiegł do stwora nie pozwalając mu staranować siebie i uderzył w pysk bestii demoniczną ręką. Ta lekko osunęła się i przeszła do ofensywy. Zaatakowała swoimi kończynami zmuszając Mogula do uników. Bestia była szybka, lecz ork dorównywał jej kroku, potwór atakował, on albo odskakiwał w bok lub prawo w zależności od strony uderzenia. Pomimo, że wynaturzenie nie wydawało się sprawne, to jednak zadziwiająca była jego mobilność. Kolejne uderzenie kończyną ork zablokował łapką odpychając ją na bok, dając w ten sposób możliwość wyprowadzenia ciosu przez orka. ÂŚcisnął pięść i potężnym ciosem uderzył w łeb potwora, który został sprowadzony do parteru. Niestety to nie wystarczyło, mutant od razu podniósł się i pchnął ostrzem kończyny w prawy bark orka. ÂŚwiat zwolnił, bowiem akurat w momencie wyprowadzania ciosu Mogul wpadł na pomysł zabicia bestii. Było to ryzykowne i bolesne. Pozwolił siebie zranić, bowiem chciał coś wypróbował. Wynaturzenie w momencie ataku kończyną otworzyło swą paszczę i chciało wykończyć Mogula swymi zębiskami. O to Khanowi chodziło, bowiem lewą ręką, która miała na sobie demoniczną tkankę włożył ją do gębiska stwora. W bólu jaki czuł łatwo było mu zebrać swoją złość i porazić wewnętrzne organy paskudztwa. Ta w konwulsjach zdawać się mogło, że umarła. Zniszczony napierstnik chyba był wart tej ceny, ponieważ zniwelował on szkody wyrządzone przez kończyny.
2/10 wynaturzeń mutacji
6/460 pomiot mutacji
Gunses:
- Zbadajmy chociaż całą tą świątynię. Kurwa już drugi raz będziemy to zostawiać ;[
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej