Tereny Valfden > Dział Wypraw

Poszukiwacze złota

<< < (6/7) > >>

Mohamed Khaled:
Na początku szedł sobie spokojnie przez krzaczki. Wtedy usłyszał rozkaz.
Grishil ipash grusha elash ruesh! wykrzyczał. Niebo z czarnego (noc) stało się czerwone, zagrzmiało, łyskło się, a z nieba spadł pierwszy pocisk uderzając w ziemię. Po chwili spadły kolejne, które przy każdym uderzeniu robiło huk. Wreszcie deszcz się skończył, a tam gdzie byli orkowie, był wielki dym utrudniający widzenie..

//Zostawiam MG

Korag:
Troje orków, którzy zostali przy ognisku patrzyło się bezradnie na śmierć swoich kompanów. Gdy dym opadł, tam gdzie przed chwilą była szóstka gotowych do walki wojowników pozostał jedynie jeden. To znaczy jeden, który jeszcze trzymał się na nogach. Biegł najszybciej i cudem uniknął poważniejszych obrażeń, dwójka leżała na ziemi dogasając, lecz wciąż żyjąc. Nie byli już raczej zdolni do walki. Reszta nie żyła. Ten, któremu udało się przetrwać deszcz z lekkimi tylko oparzeniami dobiegł już do Koraga stojącego na krańcu polany. Poza zasięgiem czaru. Krasnolud miał już w rękach broń. Miecz i tarczę. Ork zaatakował pierwszy. Na krasnoluda spadła cała nawałnica ciosów, które parował z największym trudem. Korag musiał się cofać i po chwili został przyparty do drzewa. Uniósł tarczę by osłonić głowę i machnął mieczem celując w nogi przeciwnika. Trafił orka w uda i zmusił go do przerwania ataku. Ręka na której trzymał tarczę bolała jakby miała odpaść. Odrzucił więc swoją ochronę. W tym czasie ork wznowił atak. Rana na nogach była zbyt płytka. Bez swojej tarczy, Korag mógł jedynie schronić się za drzewem. Było grube. Wróg skoczył za nim. W krasnoluda wstąpiły nowe siły. Biegiem okrążył stary dąb i zaszedł głupszego z walczących od tyłu. Ork odwrócił się szybko, jednak nie dość szybko. Srebrny miecz w piersi zakończył jego żywot. Korag wyrwał broń z truchła i poszedł po tarczę.

Pozostała trójka wie już gdzie jest Kratos. Wyciągnęli broń i idą w kierunku człowieka.


//
Berserker Angelosa 5/9 z czego dwóch jest niezdolnych do walki i zaraz zginie.

Mohamed Khaled:
Nachodzili 3 orkowie.
Heshar Anash! - rzucił w kierunku jednego z nich. Stworzona kula poleciała prost na szyję, paląc wszystko na swej drodze. Anash! wymówił. Rzucony granat trafił w sam czubek głowy. Oszołomił na tyle przeciwnika, że Kratos oboma miecza zadał kilka... naście cięć w brzuch. Wróg padł na ziemie, i umarł.  i że brzuch był do wymiany.
W tym czasie 2 pozostałych zaczęło uciekać. Na ich miejsce wskoczył zbrojny.
No to mam przerąbane. mruknął. Zaatakował. Cry chciał sparować cios, lecz został zraniony w rękę. Miecz mu wypadł, i wbił się 2m. dalej. Został mu tylko jeden miecz. Ruszył do ataku. Nie zadał ciosu, ponieważ został kopnięty w brzuch, a co za tym idzie spadł z hukiem na ziemie. Przeciwnik podbiegł do niego, lecz białowłosy odepchał go telekinezą. Szybko użył jej ponownie, by podnieść swój miecz. Zrobił to. Miecz powoli zbliżał się do właściciela, gdy wróg wstał i zaatakował. W ostatniej chwili, gdy miecz zbrojnego był już w powietrzu, szary wilk chwycił miecz przyciągnięty telekinezą, chwycił drugi i uderzył kilka razy w brzuch napastnika. Ten wypuścił miecz, lecz on nadal leciał na ciało bohatera.
Zrobił szybki unik, lecz było za późno. Miecz trafił w plecy, rozcinając szatę i robiąc wielką czerwoną krechę.
Udało jednak mu się wstać. Popatrzył na swego przeciwnika który miał jego miecze w brzuchu. Podszedł do niego, wyciągnął je i ruszył do ataku.

2/9 żywych orków. Ostatni zaraz zginą...

Korag:
Korag wbiegł na polanę.

//Momencik... Ilu właściwie zabiłeś? Czasem trochę trudno się połapać. Aha i ci niezdolni do walki już wyzionęli ducha  :) A pisząc "zbrojny" miałeś na myśli siebie?

Mohamed Khaled:
//Nie.. miałem na myśli orka ;D Mi się myliło z tymi zbrojnymi... No bo to w końcu napisane "Berserker Angelosa" więc wziąłem to za człowieka :D

Kratos ujawnił się zaraz po brodaczu. Podszedł do niego. Co teraz?

//Zabiłem trzech :D Tak mi się przynajmniej zdaje :D

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej