Tereny Valfden > Dział Wypraw
Krwawe hordy II - Pragnienia martwego widma
Mogul:
- Jestem... Byt ludzkiego Zelerisa zaczął się rozpływać
- twoją zgubioną naturą, ale też rozsądkiem. Uważaj na niego. Zniknął... jak i pustka. Obudziłeś się w dziwnym pomieszczeniu przypominającym jakąś salę świątynną. Na wprost były drzwi z runami w dziwacznym języku, nie widziałeś dokładnie. Po lewej tliła się niebieska ruda w czarze a z drugiej strony czara była wypełniona wypalonym bagiennym zielem.
//: nie zauważyłem, na spontanie jechałem do tej pory :P
Zeleris Flamel:
Zeleris wstał i otrzepał szatę z kurzu i innego syfu, co mogło się do niej przylepić gdy padał i leżał. Rozejrzeł się. Zwrócił uwagę na czarę z wypalonym zielskiem. To sporo wyjaśnia... pomyślał. Najpierw ktoś go uśpił, potem przeniósł i odurzył. Dracon wziął i się skrzywił. Pocieszające było to, że waga i gabaryty dracona musiały sprawić nieco problemów porywaczom. Zerknął na rudę, która musiała robić za oświetlenie. Potem sprawdził, czy ma swój toporek. Następnie podszedł do drzwi, aby przyjrzeć się im, oraz runom, które je zdobiły. Miał brzydkie wrażenie, że mogą one uniemożliwiać wydostanie się. Rozmyślał także nad słowami swojej zagubionej natury. "Uważaj na niego". Dracon myślał o kogo może chodzić, zaś wyniki rozmyślań coraz mniej mu się podobały.
Mogul:
Miałeś wszystko oprócz nowo zdobytego pocisku. Po przyjrzeniu się runom zdałeś sobie sprawę, że to język orków. Pytanie brzmiało, czy znasz ten język?
Zeleris Flamel:
Zeleris wyśmiałby potencjalego pytającego, gdyby się taki napatoczył. Jednak nikogo takiego w pobliżu nie było, więc nie zaśmiał się. Zamiast tego zaklął paskudnie. Skąd niby miałby znać język orków? Kojarzył tylko powitanie, jakim raczył nieraz kompanów Mogul. Ale to nijak miało się do alfabetu i inskrypcji świątynnych. W sumie mógłby zapytać go, czy nie poduczyłby Zelerisa tego języka, ale to raczej musi poczekać. Język orków potwierdzał podejrzenia co do osoby, na którą miał uważać. A to było niepokojące. Dracon niestety nie rozumiał run zapisanych na drzwiach, lecz nie zamierzał się poddawać. Odszedł kawałek od drzwi, tak na wszelki wypadek, po czym spróbował otworzyć je za pomocą telekinezy.
Mogul:
Aż dziw Cię wziął, gdy drzwi otworzyły się bez problemu. Ujrzałeś długi, ciągnący się niby w nieskończoność świątynny korytarz. Na ścianach było pełno malunków z orkami w roli głównej.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej