Tereny Valfden > Dział Wypraw

Powrót Kruka

<< < (9/14) > >>

Gunses:
Był już wieczór kiedy trafiliście na małą wysepkę pośród bagien tuż pod wysoką ścianą płaskowyżu. Zapewne było dość gwieździste niebo, chociaż nie byliście tego pewni. Byliście w końcu w środku wielkiej dżungli, a dookoła was był podmokły las. Wprawne oko zauważyło ciemną niczym węgiel szczelinę w skale. Niby niepozorna. Mała i wąska.
- Nie zbliżajcie się do groty. Rozbijcie obóz jak najdalej. Rozpalcie ognisko. O północy zaczniemy - powiedziała Lidia. Jerga ostrożnie postawił misę na mchach.

Mohamed Khaled:
Ruszył poszukać jakiegoś opału. Szukał, i szukał aż znalazł kilka gałązek. Poszedł dalej. Znowu znalazł stos małych patyczków. Wziął je wszystkie, i wrócił do grupy. Może się przyda...
Po czym rzucił na ziemie, skoncentrował się i wymówił zaklęcie. Heshar anash... energia skumulowała się w ręce, i powstała kula ognia. Tą natomiast, dzięki psionice pocisnął delikatnie w stos patyczków. Podpaliły się, i już po chwili było ognisko...

Elrond Ñoldor:
Kula ognia prawie doszczętnie strawiła te kilka patyczków, ale z pomocą przyszedł Elrond. Wrzucił połamane gałęzie i większy pieniek, który znalazł nieopodal. W końcu byli w dżungli. Wyciągnął przed siebie dłoń, skoncentrował. Ziemia wokół ogniska drgnęła, spiętrzyła się tworząc idealny okrąg. Później zaczęła kamienieć. Przynajmniej niedopilnowany ogień ich nie zapali. Umiejętność władania żywiołem ziemi było czymś co starca naprawdę cieszyło.

Korag:
Ognisko było już więc gotowe. Przydało by się także wystawić jakieś straże, ale Korag nie był pewien czy jest to faktycznie potrzebne. W obozie, w którym tylu osobników posiada wyostrzone zmysły raczej nie zostaną przez nikogo zaskoczeni. Ten tropikalny las źle działał na krasnoluda. W butach miał już pełno wody, a komary wypiły chyba całą jego krew. No i ta roślinność... Nie do tego przywykł. Nie muszę chyba nawet wspominać o łażących po drzewach spijaczach, które tylko czekają by spać na jakiegoś nieostrożnego wędrowca i dokończyć robotę komarów. Krasnolud znalazł sobie w miarę suchy pieniek i usiadł na nim. Poczuje się lepiej, gdy już znajdą się w jaskini.

Mohamed Khaled:
Ognisko zaczęło się wypalać. Kratos to widząc, wstał i odszedł. Bycie w dżungli ma zalety... Udał się do pobliskiego pieńka. Podniósł go, i odniósł do ogniska. Tak zrobił 4 razy, gdy wtedy usłyszał gmeranie w krzakach. Jak się potem okazało, był to Korag któremu się lać zachciało. Wrócił do ogniska. Będąc tam, wstał i zaczął wykonywać dziwne ruchy. Machał rękoma, nogami najlepiej jak potrafił. Zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Drobne strumienie ognia pojawiały się tu i ówdzie. W końcu stanął, i wykonując dziwny ruch, dał ręce przed siebie. Heshar anash! Energia powstała w dziwnych ruchach, skumulowała się w piękną ognistą kulę. Pocisnął ją w 5 ładnych pieńków. Te się podpaliły, więc ognisko nie wygasło...

//Jam avatar Aang :D Guciu pisz coś :D

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej