Tereny Valfden > Dział Wypraw
Skóry wiwern
Gunses:
- Wybacz - powiedział Gunses i ukucnął przy wiwernie, sztyletem zabrał się za nacinanie jej skóry na wewnętrznej stronie łap i brzucha. Zaczął podcinać skórę i ściągać ją
- Jaką masz obecnie rangę? Arcymag? - zapytał z zainteresowaniem
Elrond Ñoldor:
- Ta cała popalona... Podejrzewam błyskawice - powiedziała badając kolejną bestyję. - A i owszem. Arcymag... Ale nie czuć tego. W ogóle. Dawno temu, gdy szkoliłem się na czarodzieja, czy nekromantę, by awansować, by podnieść swój poziom, trzeba było coś znaczyć. Trzeba było posiadać ogromne doświadczenie. I aprobatę innych wyższych rangą. Dostawało się odpowiednie szaty, broń. Ci mniejsi darzyli szacunkiem tych wyższych. Nie dlatego, że się ich bali. Po prostu wiedzieli ze tak trzeba, że jest to właściwe. Działało to oczywiście w obie strony. Często przy różnych zgrzytach, ale działało - uśmiechnął się przypominając sobie swojego mistrza Canisa.
- Aktualnie wystarczy wyuczyć się kilku zaklęć, dostępnych u nauczycieli cała dobę, a także kilku umiejętności. Wystarczy że zarąbiesz kilka wiwern, dostaniesz złoto, pacniesz na odwal naukę i gotowe. Jesteś czarodziejem. Możesz nawet nigdy nie użyć jakiegokolwiek czaru, nigdy nie ubrać szaty adepta. Nie znać teorii... Czy tylko mi, Gunsesie, wydaje się, że coś jest nie tak? - ot wylał swoje żale. I nawet mu się nie polepszyło.
Gunses:
- W dupach się poprzewracało - Gunses ściągnął skórę, zabrał się za pazury, potem narządy wewnętrzne, gruczoły jadowe - U mnie jest to samo. Wybudowałem trzy zamki. Wyposażyłem każdy po zęby. Sprowadziłem najróżniejszych nauczycieli. A w zamian za to odwrócili się Ci, których ustanowiłem zarządcami. Walczyłem z Lithanem z ukrycia, tak aby myślał, że nie żyję, aby nie zabijał moich bliskich, a za to dostaję policzki od swoich przyjaciół. W dupach się wszystkim poprzewracało. Adepci mający się za Arcymagów, Arcymagowie, których szanują tyle co pucybutów, żołnierze mieniący się dowódcami i dowódcy, którzy nie umieją nad sobą panować. Skrytobójcy, którzy nie zabijają i światli uczeni, którzy trują. Myśliwi, którzy nie chcą polować i Zakonnicy którzy rzucają się na dziką zwierzynę. Wszystko Elrondzie stoi na głowie. Wszystko. My jesteśmy po prostu starzy. Kiedyś, kiedy liczyło się ognisko pośród zimnej nocy na pustyni Ohsi, kiedy liczyły się cienie bliskich osób, kiedyś było lepiej.
- Zebrałem cały lot z jednej wiwerny (bez krwi).
Nocturn:
- Również mogę dotrzymać Wam towarzystwa. Ta ciemność dookoła wzbudza niepokój. Prześpię się nad ranem, gdy nastanie świt.
//Tak, odmieniam.
Gunses:
- Dobrze, Nocturnie. Doliczyłem się, że bez tej wiwerny którą już oprawiłem, zostało jeszcze 10 które się nadają. Zaraz się za nie zabieram. Pójdę zobaczyć, co u Mogula. Elrondzie, weźcie sobie światełko. Elisash - powiedział wyciągając dłoń do góry. Metr nad jego głową pojawiła się świetlista kula.
Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.
//Kończę zajęcia o 13:30.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej