Tereny Valfden > Dział Wypraw

"Dexter - Ostateczne starcie"

<< < (2/10) > >>

Elrond Ñoldor:
Elornd zrobił oczy, prawie spadł z konia.

Mohamed Khaled:
Kurwa! Mogul? Co ty tu robisz? - zapytał zdziwiony. Prawda to. Ork wszedł jak ninja.. Jak wielka czerwona, z bliznami ninja! Wiem Elrondzie... Jako magowie musimy być odpowiedzialni i mądrzy... A jeśli o popyt u ludzi, to wole ich nie spotkać podczas rzucania zaklęć. Po tym co się stało z gildią, wolę się nie ujawniać. Gratuluje wam tytułów szlacheckich. No ale dobra. Ruszamy! I tak zrobili. Popędzili konie, i ruszyli. Kierowali się ku K'efir. Po kilku godzinach jazdy przez zaludniony las usłyszeliście dziwny dźwięk. Jakby jakieś machanie skrzydłami, i bzyczenie! Nie zwróciliście na to uwagi, lecz po chwili zdaliście sobie sprawę że nie jesteście sami... Z drzew wyleciało 5x Krwiopijca

//Jako że znajdujemy się w lesie, a na tym terenie zwierzęta mają pierwszeństwo. Krwiopijca pierwsza ma zaatakować. Czekam na piękne opisy walki.

Elrond Ñoldor:
Elrond znał doskonale ten dźwięk. Od pewnego czasu towarzyszył mu na Arenie, gdzie dorabiał sobie. Skoncentrowawszy się, wypowiedział inkantacje zaklęć.
- Aresh isgrash! - nad jego wyciągnięta dłonią uformowała się kamienna skała, którą cisnął psioniką w kierunku najbliższego owada. Bestia padła martwa ze zmiażdżoną głową.

1/5 krwiopijców

Mohamed Khaled:
Super! Czas wykorzystać nowe umiejętności. Heshar anash grishil! ognisty płomień, którego nie dało się ugasić wodą trafił w cel. Zaczął płonąć, pożerając biedne zwierze w swą ognistą jap. Zwierze padło martwe.

2 z 5 Krwiopijc

Elrond Ñoldor:
- Aresh isgrash! - kolejny kamienny pocisk wystrzelił w kierunku trójki pozostałych małych bestii, które były już na wyciągnięcie reki. Kolejna mała bestia padła martwa. Elrond wyciągnął szybko kostur. Walka na grzbiecie konia nie była czymś najlepszym, ale nie było czasu na zmianę pozycji.
Krwiopijca zaatakowała go z boku. Człowiek do końca nie wiedział, czy owad atakuje go czy wierzchowca, ale powinnością staruszka była ochrona swojego konia. Cisnął kosturem w łeb poczwary, nie trafił oczywiście, ale przynajmniej przerwał jej atak. Elrond zaatakował ponownie, tym razem bardziej celniej, gdyż trafił w jedno ze skrzydeł. Poczwara zaskrzeczała, jak to poczwary mają w zwyczaju i zmieniła tor lotu niespodziewanie szybko. Przeleciała na tył konia. Był to oczywiście błąd. Elrond klepnął ogiera w udo, wierzgnął. Wierzchowiec wyczuł intencje jeźdźca i kopnął z dwóch nóg czmychając za nią małą bestie. Cios kopytem w łeb pozbawił ją życia.

4/5 krwiopijców

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej