Tereny Valfden > Dział Wypraw
Poza prawem
Gunses:
//Sory ;f
- Nie wiem, nie znam się. Nie interesował mnie to, ja mam swojego Boga - powiedział. Zatrzymał Cię wyjął flet i zagrał jakiś nieskładny trel
- Sz kurde, nigdy się tego nie nauczę, twu! - ponowił próbę, teraz trel przypominał jakąś melodię. Po chwili podobny trel ale czysty, pewny i pełen gustu odezwał się zza drzew. Ruszyliście
- No, już niedługo. Pierwsze straże okrzyknięte!
Dragosani:
- No to będzie trzeba improwizować. W sumie zapewne ich wiara nie różni się specjalnie od innych sekt - odparł wampir. Z zainteresowaniem przyglądał się poczynaniom pirata. Temu jak wyciąga flet i próbuje na nim zagrać. Postarał się także zapamiętać melodię, co jednak wyszło dość kiepsko. Za to odpowiedź już jako tako zapamiętać można było. Pewnie dlatego, że ukryty strażnik nie fałszował. Gorzej by było jednak w powtórzeniem trelu, a gdyby ktoś bystry poprosił wampira i zapisanie go nutami, zostałby bezlitośnie wyśmiany. Ruszyli dalej.
- Ja tam nikogo, ani niczego nie uznaje za swojego boga. Zawsze tak miałem, nawet przed przemianą - zaczął, odnosząc się do słów Valentino.
Gunses:
Kładkę przeprawiliście się z jednej wysepki na drugą. Było tam ognisko, kilka drewnianych płotków i trójka elfów.
- Kto tam? - zawołał jedne. Pozostała dwójka już miała strzały na łukach - Valentino?
- Tak, we własnej osobie - powiedział - Przywiodłem wam jednego z naszych. Gorliwy jest - powiedział i spojrzał na Severusa - To wąpierz.
- Wampir? Przemieniony czy urodzony?
Dragosani:
Po pewnym czasie drogi, zaczynało być widać jakieś oznaki cywilizacji. Oczywiście jeżeli cywilizacją można nazwać ogień, krzywe płotki i bandę brudnych elfów. Zadano pytanie, zapewne kierowane do niego.
- Przemieniony - odpowiedział, w sumie zgodnie z prawdą. Nie sądził, aby dalsze słowa były konieczne. "Gorliwy" może być, ale zbytnia gorliwość tylko by wzbudziła podejrzenia. A podejrzenia jak kiła, lepiej ich unikać.
Gunses:
- Z sabatu? - warknął jeden z Elfów
- Niee, gdzie tam! - odezwał się Valentino ratując skórę a pewnie i życie Severusa - W Atusel ktoś go pokąsał, chyba z od was. U nas na plaży nie ma za bardzo miejsca dla niego.
- Dobra, witaj w Bractwie - powiedział jeden z nich i dał znak żeby opuścili łuki. Wskazali wam drogę do obozu. Ruszyliście... Kiedy byliście sami powiedział
- Zostaniesz dołączony do części od której wszyscy zaczynają a i wiele tutaj zostaje albo i kończy. Tą strefą rządzi Król Olch po trochu, po trochu Cetoe Rethris, po trochu Y'Berion. Nie wychylaj się zbytnio przed szereg. Biorą z was eskorty na misje, zasłyniesz, może wpuszczą Cię wyżej - mówił. Dojechaliście do obozu. Jak okiem sięgnął pośród bagien wiły się kładki na wielu wysokościach, łączyły ze sobą drewniane chaty, a także domki wydrążone w pniach wielkich drzew. Ruiny też były zagospodarowane. To co Cię zaszokowało to mnogość ludzi, która tutaj była.
- Jest tu kilku naszych, może się poznacie. Za kilkanaście dni przychodzi nasza wizyta. Postaraj się przeżyć.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej