Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zachodni most straceńców.
Dragosani:
//Pisałem tak długo, że mi zabiliście "nieuwięzionych" :/ Trudno, "odwięzię" ich sobie. Mam nadzieję, że nie przeoczyłem niczego i edytowałem posta tak, aby pasował do sytuacji.
Widząc co się dzieje, Drago musiał skręcić, aby samemu nie wylądować w bagnie. Nie miał przy tym czasu wyrazić swojego niezadowolenia brodatemu magowi. Musiał dokończyć własne zaklęcie. Niestety jego cel właśnie taplał się w bagnie. ÂŚmierć przez utonięcie raczej nie była honorowa. Trudno.
- ... iaash! - zakończył okrzykiem, aby scena ta wyglądała bardziej epicko. Poczuł moc Kryształu, która poddała się jego woli i uderzyła w umysł jednego z rycerzy. Tego, którego wampir wskazywał dłonią. Zaklęcie zaczęło działać natychmiast. Subtelnie i nie tak widocznie jak czary zhumanizowanego elfa, ale również skutecznie. Uderzenie w umysł sparaliżowało rycerza. Odebrało mu możliwość poruszania kończynami. Mięśnie rąk i nóg zwiotczały. Przez to rycerz nie mógł już walczyć o utrzymanie się na powierzchni bagna stworzonego przez maga. Najzwyczajniej w świecie utopił się. ÂŚmierć ta była dla rycerza absolutnie niehonorowa, ale Drago miał to gdzieś. Wampir zeskoczył z konia i stanął sobie na skraju bagna. W końcu wypełznął z niego jeden z rycerzy, brudny i nieziemsko wściekły. Klnąc pod nosem złapał za pierwszy lepszy miecz i tarczę, po czym postanowił zaatakować wampira. Widocznie miał ochotę na pojedynek i pomszczenie kompana. Drago wyciągnął sztylet, zakręcił mieczem młynek i czekał. Rycerz zaś chroniąc się za tarczą i trzymając miecz w pionie powoli ruszył na wampira. Dwaj walczący chwilę oceniali swoje szanse, krążąc wokół siebie. W końcu rycerz nie wytrzymał i podnosząc nieco tarczę ruszył do ataku. Zaczął biec. Oczywiście człowiek w ciężkiej zbroi nie mógł się w nocy równać szybkością z wampirem odzianym tylko w lekki, skórzany pancerz. Drago bez trudu uniknął ciosu w zwinnym piruecie wychodząc poza zasięg ciosu miecza. Skierował się na lewą stronę rycerza, aby być "od tarczy". Rycerz machnął mieczem w powietrzu i... uderzył tarczą. Przyznać trzeba, że zaskoczyło to nieco Draga, lecz nie dał sposobności rycerzowi do wykorzystania chwili nieuwagi. Odskoczył ponownie, wychodząc poza zasię broni zbrojnego. Ten zaatakował ponownie, chyba chcąc jak najszybciej pozbyć się natręta. Zakuty w zbroję wojownik może i walczył nieźle, ale był raczej ograniczony zbroją, jak i "tradycjami" walk rycerskich. To oczywiście wykorzystywał wampir. Ponownie wykonał unik, dodatkowo blokując cios płazem miecza. Zablokował w taki sposób, aby ostrze rycerza ześlizgnęło się po jego klindze. W ten sposób nie ryzykował przyjęcia impetu uderzenia na własne ostrze i ramię, a dawało to szansę na wykorzystanie siły rycerza przeciwko niemu. Gdy tylko miecz zbrojnego ześlizgnął się po ostrzu krwiopijcy, wampir wykonał zwinny piruet i chlasnął klingą w nogę rycerza. Konkretnie w jego niechronione pancerzem ścięgno kolanowe. Trafić było ciężko, ale udało się, wszak wampir nie był amatorem w fechtunku. Wywołało to oczywiście krzyk rycerza i strumień krwi broczący jego łydkę. Wampir nie tracąc czasu kopnął przeciwnika w ranę, co spowodowało upadek rycerza na ziemię. Drago wypuścił na moment miecz, skoczył na obalonego wroga i złapał go za hełm. Podciągnął mu głowę, aby mieć czystą "drogę" do jego podbródka i silnym ciosem zanurzył w jego czaszce ostrze sztyletu, wbijając je od dołu, we wspomniany podbródek. Wyrwał broń i odskoczył od ciała, podnosząc miecz.
- Może uwolnimy tego tam i przepytamy? - zaproponował. - A tak w ogóle, to witajcie - dodał do kompanii.
11/12
Anette Du'Monteau:
Blaze dosiadając uprowadzonego konia, załadował znów swoją kuszę. Zauważył, że do walki włączył się książę Mroku. Nie miał pojęcia jakim sposobem się on tu znalazł, lecz nie to się liczyło. Niziołek wymierzył broń w kierunku jednego z szamoczących się w bagnie rycerzy. Strzelił, a lotka utkwiła w samym hełmie. Kruk wolał nie wiedzieć jak jego twarz teraz wyglądała po samą przyłbicą.
-Szkoda pytać to ścierwo. To po prostu oddział z Larkos. Nie dowiemy się niczego poza tym, że idą w kierunku mostu.
12/12
2 Bełty wykorzystane w czasie walki
Elrond Ñoldor:
- Siemanko Drago.
Dragosani:
Wampir schował miecz do pochwy i słuchając Małego powstrzymał się, aby nie pacnął się w czoło. Wolał jednak nie wdawać się w dyskusję, bo wiedział, że nie ma sensu. Niziołek był jak był i to raczej nie jego wina. Trzeba być tolerancyjnym dla każdego. Drago podszedł więc do konia, który podczas tej walki stał się jego i wskoczył na jego grzbiet.
- Słyszałem, że idziecie bronić mostu. Jako, że mam teraz trochę czasu, uznałem, że pomogę. - Wypatrzył pośród grupy znajomego z Trójprzymierza. - Diomedes, pozwól na chwilę. Mam pomysł.
Elrond Ñoldor:
- Zlał mnie. Normalnie mnie zlał. Wąpierz chędożony. A to na pewno usłyszy - jęczał pod nosem czarodziej. Zastanawiał się czy nie wrzucić karzełka do bagna za te morderstwo, ale doszedł do wniosku że nie ma sensu. Nie miał zamiaru ryglować co noc drzwi do domu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej