Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zachodni most straceńców.
Hagmar:
//Tak słonko zaszło. I tak Sparda, na 75% masz 2 finiszery.
Dragosani:
Dragosani zaklął pod nosem, gdy atak niziołka się powiódł i nie został on zarąbany przez któregoś z rycerzy. Nie, żeby życzył mu tego, ale miał cichą nadzieję, że ktoś pozbawi grupy towarzystwa małego. Walka zdawała się rozwijać na dobre, więc wampir uznał, ze nadeszła odpowiednia pora do ataku. Szybkim ruchem wstał z kucek i wyskoczył na trakt. Nie był w najlepszej pozycji. Walka pieszo z konnymi łatwa nie była. Ale Dragosani był wampirem, wyćwiczonym w akrobatycznych sztuczkach, zaś słońce skryło się już za horyzontem. Był w pełni swoich wampirzych sił. No i nie zamierzał walczyć uczciwie. Dostrzegł szarżującego na niego rycerza. Wojownik odziany w metal wymachiwał mieczem i darł się, jakby to miało w jakimkolwiek stopniu mu pomóc. Wampir przygotował się. Rycerz nadjechał, wampir zaś zwinnie uskoczył spod jego miecza. Wybrał stronę, z której rycerz trzymał tarczę. To ograniczało możliwości uderzenia mieczem. Gdy koń rycerza już mijał wampira i jego jeździec nie miał zbytniej możliwości uderzenia, wampir... złapał za siodło. Pociągnięcie niemal wyrwało mu rękę. Lecz był wystarczająco silny i zwinny, aby się utrzymać. Koń oczywiście natychmiast wyczuł obciążenie i zaczął zwalniać oraz skręcać, czego rycerz nie mógł nie zauważyć. Gdy odwracał się, aby zobaczyć co trzyma jego konia, wampir zwinnie wskoczył na wierzchowca, siadając za rycerzem. Błyskawicznym ruchem wydobył zza pasa sztylet, przechylił głowę zdumionego rycerza i wbił krótkie ostrze pomiędzy hełm, a napierśnik. To oczywiście nie spodobało się rycerzowi, więc zaczął wierzgać i charczeć. Nieszczęśnik wypuścił miecz. Drago zerwał mu hełm z głowy i przywarł ustami do jego rany, żywiąc się jego krwią. Koń cały czas kręcił się i truchtał niespokojnie, widocznie nawykły do bitew, przez co nie spanikował kompletnie. Wokół szalała niewielka bitwa, więc wampir nie miał zbyt wiele czasu. Wypił kilka łyków szlacheckiej krwi rycerza i zepchnął jego umierające ciało z konia. Szybko przesunął się na jego miejsce i uspokoił konia kilkoma pociągnięciami lejców, oraz uspokajającymi słowami. Ignorując umierającego rycerza, wampir wyciągnął w końcu miecz z pochwy. Teraz już mógł walczyć na nieco równiejszych zasadach. Trzymając miecz w prawej dłoni, popędził konia na spotkanie kolejnych przeciwników. Upatrzył kolejny cel i uznał, ze warto wypróbować jedno z wyuczonych zaklęć. Jedno w trudniejszych, wymagających dłuższej inkantacji. Zwolnił, wydobył z fałd ubrania odłamek Kryształu, który posłusznie zaczął wokół niego orbitować. Poczuł umysłową łączność z reliktem, wyciągnął dłoń i uderzył mentalnie w umysł jednego z rycerzy. Zaczął wypowiadać inkantację zaklęcia paraliżującego.
- Aresh... - wyszeptał...
5/12 rycerzy
Elrond Ñoldor:
- Aresh isgrash! - słowa klucze które robiło cuda, było najczęściej używanym przez starca słowem, w ostatnim czasie. Energia magiczna, która popłynęła z jego duszy zmaterializowała się w oka mgnieniu nad jego dłonią by stać się, ot tak po prostu, sporej wielkości kamieniem. Mocą psioniczną cisnął w galopującego rycerza. Uderzenie potężnym kamieniem było tak duże, że pogięło napierśnik miażdżąc klatkę piersiową, żebra, płuca i serce. Brocząc krwią z ust usunął się martwy na ziemię.
Na ich nieszczęście przeciwników było więcej niż ich samych, a także odległość między nimi drastycznie spadała. Elrond miał plan.
- Isarosh aresh isgrash! - wyciągnął dłonie przed siebie by niewidzialna energia magiczna wiedziała w jakim kierunku poszybować. Gdy w końcu natrafiła na przyjazny grunt, to znaczy ziemię, magia sprawiła, że cel pomału stawał się bardziej mokry i grząski. Tuż przed rycerzami wyrosło sporej wielkości bagno. Trzech z nich nie zdążyło go ominąć i wjechało swoimi wierzchowcami do środka. Konie od razu poszły na dno, ale jeźdźcy przeżyli, byli zanurzeni w mule po pachy.
- Strzelcy! Dobijcie ich!
Walka trwała. Elrond miał już w rekach kostur.
Psionika; Medytacja; Czary: Morderczy Głaz, Bagno.
6/12 (z czego 3 unieruchomionych)
Korag:
Tak. Walka pieszo z konnymi z pewnością nie była łatwa. Zwłaszcza jeśli byłeś krasnoludem, który bynajmniej nie nosił zwiewnych jedwabi a coś cięższego. Jakikolwiek atak na rycerza wydawał się mało rozsądny, więc Korag przygotował się do obrony. Uniósł wyżej tarcze i czekał na wroga, który wybrał go sobie na cel. Rycerz zamachnął się mieczem, a krasnolud spróbował uniku, jednak zrobił to zbyt wolno i oberwał w tarcze. Mimo to utrzymał się na nogach. Jedynym wyjściem było dla krasnoluda uśmiercenie zwierzęcia. Niestety! Tak więc, gdy wróg zawrócił i znów spróbował ciąć krasnoluda ten zasłonił się tarczą, przyklęknął i ciął konia po nogach. Zwierzę padło na ziemię przygniatając nogi swojego właściciela. Korag szybko do nich doskoczył i dwoma pchnięciami miecza skrócił cierpienia obydwu.
7/12
Mohamed Khaled:
Dobrze, Tatusiu! - odpowiedział ironicznie niziołkowi. Miał zamiar chociaż trochę go posłuchać, lecz nie tak by w ogóle nie walczyć. Gdy widząc jak jego "przyjaciele" rozprawiają się z rycerzami, wyciągnął swój miecz z przyszpilonego do ziemi wroga i ruszył do ataku. Szybko siadł na swego rumaka, i popędził do nieprzyjaciela. W mgnieniu oka znalazł się przy jednym z nich. Stoczył walkę na koniu, odbijając ciosy z miecza, gdy nagle... ktoś go od tyłu zaatakował... Sparda spadł na ziemie, i... przeturlał się szybko na bok. Wstał, podniósł miecz i zaatakował. Tym razem miał na nich sposób. Podczas, gdy ci go okrążyli i zaatakowali, Cry momentalnie kucnął i ostrze jednego wbiło się w drugiego. Ten którego ostrze było w przyjacielu był zszokowany. Tak zszokowany że nie zauważył ostrza lecącego w jego stronę. To syn Mundusa postanowił oddać atak. Gdy wróg się spostrzegł, było za późno. Miecz wbił się w szyję, dokładnie tam gdzie było miejsce pomiędzy hełmem, a naramiennikiem. W tym czasie, ten który miał miecz w brzuchu z ciężkim bólem go wyciągnął i zaatakował go! Heros zrobił lekki odskok, i zadał cios. Wróg zawył lecz nie poddał się! Zaatakował! Sparda zablokował cios, i... uderzył go lewym sierpowym. Padł na ziemie, a Cry łaskawie spełnił uczynek, i dobił go. Po wszystkim przyzwał swą klacz, i ruszył na następnych..
//Dla niewiedzących Sparda syn Mundusa :)
//Jeśli ktoś grał w DMC to mnie nie hejtować że to nie prawda... Nie miałem pomysłu :P
9/12 (3 uwięzionych.. akurat fajnie się zgrało :P)
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej