Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zachodni most straceńców.
Elrond Ñoldor:
- Co się święci? - dało się słyszeć ze strony czarodzieja, oprócz stukotu kostura po bruku.
Mogul:
-Idziemy coś tam, coś tam, bronić mostu zachodniego. Jak ludu jesteście wyszkoleni?
Mohamed Khaled:
Zaawansowane techniki walki mieczem - odparł po czym położył dłoń na rękojeści. I się zna 2 zaklęcia. AÂŻ dwa, a może TYLKO 2. Ale nie bój się. Nie będziesz musiał opłakiwać moich zwłok. Rzekł ironicznie, lecz tak by nie obrazić go. W końcu orkowie nie płaczą! A zwłaszcza nie nad ludzkimi zwłokami.
Eric:
Kiedy grupa patriotów, a właściwie ludzi, którzy szukają byle pretekstu do przelania kilku kropel krwi, kierowała się w stronę stajni miejskiej, Diomedes szwendał się bocznymi uliczkami Efehidon i starał się skubańców dogonić, jako że sam bardzo chętnie pokazałby przemądrzałym szlachciurom, gdzie ich miejsce. Szybkimi krokami obrał zakręt w prawo, potem w lewo i po chwili wyłonił się z brudnego zaułka, wychodząc na brukowaną drogę tuż przed kompanią.
- Tu jesteście! - uradował się. - Idziemy pod twoim komando, Mogul?
Anette Du'Monteau:
-Blaze, wystarczy Blaze. - odpowiedział człowiekowi. -Ha, więcej zbereźnych dziadków i niedawnych umrzyków w kompani poproszę. - rzucił żartobliwie. -Ale nas nie będziesz chciał ogłuszyć lagą i zaciągnąć w krzaki za jakieś skały, nie dziaduniu?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej