Tereny Valfden > Dział Wypraw
Przyczajony browar, ukryty miód
Eric:
- Wszystkiego trzeba w życiu spróbować - usprawiedliwił się przed Elrondem. - No, prawie. - dodał po krótkim namyśle. Były jednak rzeczy, jak na przykład spotkanie pierwszego stopnia z rozżarzonymi węglami lub prętami, które można sobie było darować. Chyba że stało się obok.
- ÂŻe Gunsesa?! - posmutniał. Poczuł się jakoś niezręcznie. Do tej pory między nim, a wampirzym hrabią często dochodziło do różnych nieprzyjemnych spięć, ale kiedy ostatnio go widział, zaczynał nawet wyczuwać pewną sympatię do bladego wypłosza z zębami na wierzchu.
- Akurat zaczynałem go lubić. Psiakość - rzucił pod nosem. Poczuł lekkie ukłucie smutku, jakie zawsze spotyka człowieka wtedy, gdy staje w obliczu takiej straty.
- Mogul, z chęcią zdeformowałbym Ci twarzyczkę własnymi pięściami, ale może najpierw wyżyjmy się na tych panach - powiedział i demonstracyjnie wskazał rękojeścią wyciąganego miecza na grupkę rosłych, brodatych mężczyzn, u których można było odnotować zadziwiające podobieństwo do Diomedesa. Ach, te brody. Gdyby nie to zdecydowanie wrogie nastawienie i żądza mordu w oczach, może by się zaprzyjaźnili. Razem pili piwo, jeździli konno i napadali na wioski.
Stal świsnęła w powietrzu. To Diomedes dopadł błyskawicznie do jednego z dryblasów. Krótkimi, stanowczymi krokami spychał osiłka do tyłu, jednocześnie zalewając go falą nieco niedbałych, ale szybkich ciosów. Przeciwnik mógł się jedynie bronić. Nivellen rąbał ze wszystkich stron aż w końcu jeden z nich wytrącił z równowagi rosłego norda i uniemożliwił mu odpowiedni blok. Klinga Diomedesa zatopiła się na chwilę w jego ramieniu i wyrwała strzępy krwistoczerwonego mięsa, które z soczystym klapnięciem upadło na ziemię. Nord syknął przejmująco i cofnął się dwa kroki do tyłu - Diomedes ciągle napierał. Przeciwnik bronił się dzielnie, ale nie uchronił się w pełni od klingi dzierżonej przez Nivellena, ta raz po raz przecinała jego skórę, wzbijając w powietrze krople świeżej, gorącej krwi, które wesoło rozbryzgiwały się wokół z chęcią osadzając się na mieczu i brodach obu walczących panów. W końcu nord opadł na kolana, ciężko dysząc oparł się na mieczu. Wtedy Diomedes zadał ostateczny cios - precyzyjnym cięciem pozbawił go głowy.
1/6
Mogul:
Wygadał się. Po prostu wygadał się. Ale orkowi było to na rękę. W końcu miał przed sobą doświadczonych, zahartowanych wojowników. Odskoczył o mały włos od cięcia najbliższego. Wyciągnął od razu dwa topory. Tutaj nie było już żartów ani rozgrzewek. Walczył na poważnie. Zamachnął się wpierw rozkurwiatorem, potem rzeźnikiem tworząc zabójczy piruet. Napastnik próbował się odsunąć. Z trudem to mu wyszło, bowiem chciał najpierw zablokować tarczą, ale zawachał się na sekundę. Kończąc piruet Mogul wystawił plecy, dając okazję do ataku Norda. Ten pchnął mieczem w stronę orka. W ostatniej chwili udało Khanowi odsunąć się. Miecz norda zostawił ślad w napierstniku. Mogul chciał przejąć inicjatywę. Postąpił o krok i ciął z lewej i prawej. Była to podzięka za rysę, teraz na tarczy napastnika też ukazała się głęboka. Nord, mimo, że cały poczuł na sobie ten atak. Cofnął się niepewnie. Mogul kontynuował ofensywę. Trafił cięciem w rękę z mieczem. Utrzymała się o mały włos przy ciele, jednak nie mógł już dzierżyć broni. Nerd z bólu odsłonił się, zostawiając miejsce przy szyi na kończące cięcie orka. Mimo, że nie trafił głęboko, było to zabójcze.
2/6
Elrond Ñoldor:
Nie było czasu na odpowiedź. W końcu trafili na porządnego przeciwnika, a do takiego trzeba było podejść profesjonalnie. Elrond będąc na okrągło skoncentrowanym, no może oprócz momentów w karczmie, zaczerpnął ze swojej wyimaginowanej magicznej bańki dosyć pokaźna porcję many. Czyli po prostu wyzwolił więcej swojej magicznej energii.
Pierwszy cel był już wybrany, był to barbarzyńca, który odrzuciwszy łuk wybrał sobie za cel, mniej więcej czarodzieja. Ten wyciągnął dłonie w kierunku ziemi po której biegł przeciwnik i wypowiedział inkantacje zaklęcia:
- Isarosh aresh isgrash! - niespodziewanie pod nogami wojownika zabulgotało. Ziemia zmieniła się w błoto, które zaczęło po prostu go wciągać. Najwyraźniej żaden z jego kolegów nie przejął się tym faktem, bo żaden nie kwapił się by pomóc mu się wydostać. W końcu samemu można było zostać wciągniętym. Jedyne co pozostało po barbarzyńcy, to były jego dłonie wystające ponad taflę bagienka. Szybko przestały się poruszać. Zanim to jednak nastąpiło, Elrond miał już kostur w dłoniach i był gotowy do ataku...
Koncentracja; Czar: Bagno;
3/6
Anette Du'Monteau:
Blaze w czasie tego ataku ponownie by zmuszony do użycia kuszy. Było jasne, że te kolczugi łaskawie nie obejdą się z jego ostrzami. Niziołek załadował bełt na kuszę i precyzyjnie wymierzył do jednego z barbarzyńców. Nie było między nimi wielkiej odległości, więc pocisk trafił prosto w miejsce gdzie powinno znajdować się serce. I chyba tak było, gdyż rosły mężczyzna padł jak rażony piorunem. Jeszcze dla zabawy niziołek zdjął swój miecz, po czym przekradł się do jednego z ostatnich przeciwników. Szybkim ruchem ciął przez buty przeciwnika, naruszając jego mięśnie i ścięgna. Oponent z rykiem pełnym bólu padł na kolana. Blaze natomiast już się oddalał.
4/6 (jeden okaleczony)
Mogul:
Mogul z okrzykiem bojowym doskoczył do skaleczonego przeciwnika wykonując młynek toporami. Na końcu wymierzył w czaszkę wroga. Ostrza wbiły się w głowę bezbronnego norda. Jako, że wcześniej wydał z siebie krzyk bólu, teraz już nie zdążył. Bronie wbiły się na tyle głęboko, by zabić na miejscu. Dwójka pozostałych wojaków dalej próbowała walczyć. Jeden z lewej, drugi z prawej strony zaatakowali. Ork zdążył odskoczyć, lecz rzeźnik, jeden z toporów został w głowie wroga. Kurwa. Wrogów z oczywistych powodów do nie obchodziło i nacierali dalej. Bliższy ciął z góry, orkowi udało się sparować uderzenie, lecz drugi opponent był zbyt blisko. Chciał ukrócić Mogula o głowę. Prawie mu się to udało. Ork odrobinkę odskoczył od ostrza, odpychając pierwszego. Został zraniony w polik. Rana, mimo, że nie była głęboka zabolała. To wystarczyło, by wprowadzić w odpowiedni stan Khana. Wpadł w pewnego rodzaju trans, teraz widział tylko dwójkę przeciwników. Wyciągnął swój miecz lewą ręką, cofnął się lewą nogę, przekładając cały ciężar ciała na nią. Teraz to on zaatakował, pchnął bliższego mieczem, wykonał piruet, uderzył drugiego toporem, ciął od razu w niego mieczem, znów uderzył rozkurwiatorem. Wrogom udało się blokować każdy cios, lecz widać było, że zaczynają się coraz bardziej męczyć. Mogula również to zaczynało wykańczać, lecz nie mógł ustąpić w gradzie ciosów, bo wiedział, że będzie to równoznaczne z jego śmiercią. Krew z policzka łagodnie ciekłą, jednak z bardziej gwałtownym ruchem kropelki brudziły wszystko w pobliżu. Kolejne uderzenie toporem w stronę tarczy pierwszego. Włożył w nie nieco więcej siły, co nord najwyraźniej poczuł, bowiem odrzuciło go. Drugi chciał wykorzystać sytuację, uniósł swój miecz, broń na niecałą sekundę zawisła w powietrzu. Khan wykorzystał to, wykonał pół piruet, kończąc pchnięciem w szyję wroga. Broń przebiła się przez nią. Wypuścił ją z rąk, napastnik padł dławiąc się krwią. Ostatni był też na wykończeniu, przeplatało się również przerażenie i szok, jak szybko ich atak zmienił się w rzeź. Nie powinien, bo Mogul był już przy nim i ciął toporem w brzuch, który objął teraz dwoma dłońmi, ze strony, której nord trzymał miecz. Rozkurwiator zostawił głęboką rysę w zbroi przeciwnika. Nie został zraniony, lecz poczuł siłę samego uderzenia. Zaczął ciężko dyszeć, próbując łapczywie złapać powietrze. Nie miał siły już się bronić, toteż kolejnego ataku też nie sparował. Ork wykonał je od góry. Miało to był dobicie, lecz zmęczenie dało swoje. Nie trafił w głowę, lecz w ramię. Od siły tego ciosu jednak nord padł. Khanowi wyłączyło się myślenie, chciał tylko go zabić. Stanął nad swoją ofiarą głęboko oddychając. Cofnął się o krok i przyjrzał się wrogowi. Chciał go dobić. Brygada, z która przebywał miała sekundy, by zareagować, by zatrzymać cenne źródło informacji.
Ostatni został tak jakby, Mogul chce dobić, reagujta jak chcecie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej