Tereny Valfden > Dział Wypraw
Przyczajony browar, ukryty miód
Elrond Ñoldor:
- To Gunses kipnął?
Adaś:
Sleeth nie był jakoś zadowolony z tak rychłego końca walki. Nie lubił, oj bardzo nie lubił gdy przeciwnicy stosowali taktyczny odwrót. Było to wręcz wkurwiające, no ale długo o tym nie myślał bo zaraz zobaczył jakiegoś dziadka, prowadzonego do obozu. Dhampir jakoś by się tym nie zdziwił, w końcu zawsze jacyś jeńcy się zdarzają. Ale jedno było dziwne, czemu taki stary dziadek dał się wpakować w różowy uniform. Było to bardzo dziwne, ale jak tylko Sleeth wsłuchał się w rozmowę to zrozumiał, że skoro dziadek był tajnym agentem wśród tej bandy to i musiał wyglądać jak oni.
W końcu cała piękna kompania ruszyła w drogę. Ich celem była karczma, oddalona o 3 dni drogi od aktualnego miejsca położenia drużyny. Podróż mijała spokojnie,lecz jedyną niewygodą była upierdliwa pogoda..
Eric:
- Dziękuję, drodzy przyjaciele, za ogrom uwagi, jaki poświęciliście mojemu powrotowi w glorii i chwale. Doprawdy. Ta wylewna egzaltacja i euforia mnie peszy, zaprzestańcie. Cieszę się, widząc was, radujących się na mój widok. To naprawdę wiele znaczy, starzy druhowie - wylał z siebie pretensjonalny bełkot pełen wyrzutów. Nie po to odstawił fantastyczny świat grzybków i ziółek, by teraz być tak perfidnie ignorowanym, szczególnie kiedy ostatnią żywą duszę widział kilka wiosen temu. Jak już o tym pomyślał, zaczynał niejasno konstatować, że zmarnował sobie dość długi okres życia. Wtedy sięgał po kolejną dawkę. I koło się zataczało.
- Cześć, Yarpen, brodaczu. Witaj Elrond, staruszku. Mogul, zielony obesrańcu! Jak Ci się pracowało pod moją komendą za czasów Szwadronu? Severus...! Jakoś brakuje mi odpowiednio negatywnych epitetów. - obdarzył mężczyznę złośliwym uśmiechem, odsłaniając nadzwyczaj białe zęby, które zaledwie prześwitywały przez gęstą brodę.
Hagmar:
Wybacz przyjacielu. Zafrasowani byliśmy... Odparł brodacz. Kompania przekroczyła bramę w "fortyfikacjach" zajazdu "pod Kozim Kopytem". Zostawiwszy konie w ciepłej stajni sami weszli do równie ciepłego wnętrza karczmy. Krasnolud zamówił dwa dziki, 4 garnce miodu i flaczki. Zapłacił dodatkowo za alkowę.
Siadajcie a poczywajcie i popijajcie. Jak nakazują bogowie. Hehe.
Mogul:
-Czerwony, obsrańcu! Wykrzyknął Mogul. Ciężko było się domyśleć czy powiedział to z ironią, czy z wkurzeniem. Lepiej było to tak zostawić...
-Kupe czasu żeśmy się nie widzieli! Gdzie wybyłeś?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej