Tereny Valfden > Dział Wypraw
Przyczajony browar, ukryty miód
Mogul:
-No słyszysz? Ziomek ci opowie wszystko potem. Mi się nie chce, bo też chuja wiem. Schował butelkę, wiedział, że jeszcze się przyda, a nie było co wypijać jej do końca.
Elrond Ñoldor:
- Ołkej... - powiedział i usadowił się jak najbliżej krasnoluda. Lubił słuchać ich opowieści, zawsze było coś ciekawego do usłyszenia, a teraz miał idealną okazję do podreperowania swojej wiedzy na temat "co to się działo na Valfden".
Anette Du'Monteau:
-Wybacz naturalną szczupłą sylwetkę dziaduniu. - odparł Blaze. -Dopiero co się rozstawiliśmy i już jedziemy? - skomentował niczym zawiedzione dziecko. -Mam nadzieję, że wśród kolejnych ludzi planujących napaść na nas nie będzie więcej waszych znajomych. Niektórzy mogliby nie wyjść cało z tego burdelu.
Gunses:
- To sprawa Sabatu. W sumie już ledwo istniejącego. Was tutaj - wskazał na Mogula, Dioma i Severusa - Nie wiedziałem tak dawno, że nawet nie wiecie, że wasz przywódca poległa zamordowany przez skrytobójcę. Podaję z wami aż do zachodniego traktu, potem udam się znowu do ich obozu. Może uda mi się spowolnić pościg.
Hagmar:
Na Valfden tylko Kruki byłyby w stanie zabić Cadacusa. A Zeyf i nikt z nich nie przyjąłby takiego zlecenia. Więc Dragomirze... Krasnolud ugryzł się w język, wiedział czy raczej domyślał się o co chodzi. Dobrze więc, odprowadzisz nas do traktu. Elrondzie, otóż dostałem dziwne listy, pachnące gównem i innymi leśnymi badziewiami. W listach tych osoba podająca sie za przyjaciela pisze że ma rodzina pomocy potrzebuje. Tyle że ma rodzina nie żyje od ponad roku. Mam tu na myśli Adamusa i Aragorna który był mi jak brat, zanim pożyczyłem mu pieniądze... podobno siedzą w odległej górskiej wiosce... Reszte znasz. Odparł pakując juki na konie. Blaze nie jęcz, gdyby nie Dragomir i zmiana sytuacji geopolitycznej nocowalibyśmy na tym jakże uroczym zadupiu. Dość pierdolenia. Na koń i jazda. Kto nie ma niech z kimś jedzie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej