Tereny Valfden > Dział Wypraw

Przyczajony browar, ukryty miód

<< < (43/46) > >>

Eric:
I tak naćpanym towarzyszom swawolnie mijał czas. Niektórzy mieli jeszcze odwagę zajrzeć do kolby wypełnionej najmocniejszym alkoholem w uniwersum - tych nieubłagane delirium dopadło jako pierwszych. Reszta trzymała się jeszcze przez niezbyt długą chwilę, by po nieludzkim wysiłku pozostania w granicach świadomości - po prostu stracić przytomność. Ku ich umysłom swe chciwe ręce wyciągnęła nieprzenikniona, ciemna pustka, która okryła je niczym ogromny całun. Była jednak na tyle uprzejma, by nie wymazywać z pamięci pijaczków cudownych wydarzeń, jakich byli świadkami.


... Wszyscy pijaczkowie obudzili się znów w tej samej kajucie, w której wylądowali na początku. Nie zmieniła się od tamtego momentu w żaden sposób, co było dość ciekawe, biorąc pod uwagę destrukcyjne skłonności niektórych pijanych panów. Kompania z Valfden obudziła się z niewyobrażalnym bólem głowy, uczuciem suchości w ustach i ochotą, by zwymiotować. Jednak najgorsze dopiero nadchodziło - w niedługim czasie po powrocie do świata świadomości, niektórzy zorientowali się, że są kompletnie nadzy, a obok nich leżą sztalugi z obrazami, które przedstawiały ich samych pozbawionych ubrań, leżących na kanapie obitej skórą w wymownych pozycjach. Oprócz znajomych twarzy w kajucie siedział również ktoś, kogo naćpani wędrowcy po zakamarkach halucynogennych projekcji rozpoznać nie mogli. Oczywiście również świecił dobrodziejstwami własnego ciała. Widok owego osobnika rzucił nowe światło na pewną zagadkę, która zaczynała trapić wszystkich obecnych w kajucie, otóż trzymał on w ręku pędzel.
- Nazywam się Jack, gdybyście nie pamiętali - powiedział i uśmiechnął się promiennie, posyłając dziwne, pełne dwuznaczności mrugnięcie w stronę Severusa. Mężczyzna był młody, miał gładką cerę. Na twarzy nie posiadał nawet śladu zarostu. Patrzył czarującymi ślepiami i co jakiś czas poprawiał dziwną, misternie ułożoną fryzurę. Był bardziej chłopcem niż mężczyzną, ale zaczynał dojrzewać. Nie mniej jednak pewien dyskomfort sprawiało kompanii oglądanie jego odsłoniętych genitaliów, to też z dobroci serca Diomedes rzucił mu jakąś szmatę, żeby się biedak przykrył, a sam przystąpił do przywdziania swych zwyczajowych szat.

Dragosani:
ÂŚwiadomość bardzo.powoli powracała do Drag. Znaczy się jego wyimaginowana świadomość e narkotycznej wizji. Pozbawienie świadomości podczas leżenia bez świadomości. To było raczej mało spotykane. W końcu jednak wampir "obudził się". I zorientował się, że coś mu zimno. Otworzył jedno oko... I zamknął je, gdy fotony światła widzialnego podrażniły jego źrenicę. Zamknął oko i poczekał chwilę. Po tym ponowił próbę.Tym razem się udało. Drugie oko nie sprawiało już problemów. I wtedy wampir zorientował się, że jest nagi.
- O rany, znowu... -mruknął do siebie. Wstał i rozejrzał się. Uwagę jego przykuł jakiś pedał. Który mruknął do niego. Drago naturalnym odruchem chciał złapać za miecz, lecz nie miał go u pasa. Uznał więc, że najlepiej będzie się najpierw ubrać. Odszukał swoje odzienie i założył je. Położył dłoń na rekojeści miecza i wbił wzrok w pedała.
- Co tu się stało? Pamiętam boga w płynie i... i tyle... - zapytał świat jako taki.

Adaś:
Ledwie wszyscy zdążyli się ubrać i nabrali chęci na wyjaśnienia. Zbliżyliście się do chłopca zwanego Jackiem, już mieliście zabrać się za przesłuchanie, kiedy nagle coś wybuchło. Wybuch był tak silny że statek aż się zakołysał. Adamus jako że był najbliżej okna, błyskawicznie do niego przyskoczył i je otwarł. Do kajuty dotarł mocny odór denaturatu. Natomiast an zewnątrz unosił się charakterystyczny ciemny dym. mężczyzna wystawił głowę za okna i spojrzał w kierunku kłębów dymu. Po przez te chmurę udało mu się dojrzeć dziurę w poszyciu statku. Była ona co najmniej taka, jak zostaje po wystrzeleniu dużego pocisku z trebuszu. Ponadto część tej dziury znajdowała się pod powierzchnią wody, na co wskazywała gwałtowność nurtu wody kierującą się w dziurę.

Adamus odwrócił się do was i powiedział z grobową miną.
-Panowie chyba czas aby się ewakuować.

Hagmar:
Popieram. Odparł Aragorn. Ubrał się prędko. Dobra to którędy na góre?

Dragosani:
Kajutą i całym statkiem zakołysało. Nie było to raczej coś normalnego na tego typu jednostkach wodnych, gdyż towarzyszył temu wszystkiemu odgłos wybuchu. I odległe wrzaski. Wampir doskoczył do bulaja, zaraz za Adamusem. I ujrzał to co człowiek. Kłęby dymu, rozerwane poszycie i wlewającą się wodę do wielkiej dziury, która wyglądała jakby jakaś góra lodowa walnęła w statek. I ten zapach denaturatu...
- Wiedziałem, aby nie ufać temu Iwanowi... - mruknął wampir. - Tak mnie korciło, aby iść za nim i zarżnąć go w ciemnej norze z której wypełzł. A tak a'propo... - Odwrócił się. Płynnym ruchem wyrwał miecz z pochwy i błyskawicznie doskakując do pedała Jacka, wbił mu ostrze w pierś. Tak po prostu. Gdy mężczyzna(?) zacharczał i zaczął dławić się własną krwią, która również wypływała z rany na jego piersi i zwiastowała rychłą śmierć, wampir wyciągnął miecz, wytarł krew o jeden z namalowanych obrazów (ten z Diomedesem) i spokojnie schował go do pochwy. Potem, jak gdyby nigdy nic podszedł do drzwi kajuty, aby wyjść na zewnątrz.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej