Tereny Valfden > Dział Wypraw
Przyczajony browar, ukryty miód
Adaś:
Jeśli chodzi o wysoko procentowe trunki... to od urodzenia!
Powiedział z determinacją pół człowiek pół krasnal. Po czym przygotował wszystkie składniki które dotychczas przygotowywał w pocie czoła.
Hagmar:
Dracon posłusznie zmieszał to "coś" z bimbrinium i czekał na efekt.
Dragosani:
- Muehehehe! - Drago zaśmiał się jak szaleniec. Wziął większą kolbę stożkową. Najpierw wlał do niej trochę wody. Kilka kropel ledwie. Przecież w bimbrze nie chodzi o to, aby był zbyt wodnisty, tylko o to, aby wypalał wszystko. A woda gasi to co się pali! Kierując się tą żelazną logiką, odstawił kolbę z wodą. Do tej stożkowej zaś wlał mieszankę wyciągu z kota i bimbrinium. Zatkał wylot kciukiem i wszystko wstrząsnął. Następnie dodał jezusonian. Potem dolał roztwór krzyżanu i gwoździanu. Ponownie wstrząsnął wszystko. Na końcu dolał srebrnicjum. Tym razem nie wstrząsnął, tylko delikatnie wymieszał. Odstawił kolbę, aby roztwór nieco się ustał.
- Przydałby się lód. Ech... że też nie ma pod ręką żadnej góry lodowej... - ponarzekał. Przybliżył twarz do kolby i powąchał zawartość. Podniósł naczynie nad głowę w obu dłoniach, jakby unosił wielki skarb.
- Gotowe!
Hagmar:
Dracon wyrwał Severusowi kolbę, powąchał. Wypił troszeczkę i rzekł:
Wyborne milordzie. Powiedział dysząc bo takiego kopa miało.
Eric:
- Też muszę kurwa spróbować - dobitnie wyraził swój zamiar. Chwycił rozgrzaną kolbę w gołe dłonie i zaczerpnął łyka substancji, która w najbliższym czasie miała przekonać prezydenta Stanów Zjednoczonych do tego, by się wstrzymać z tą całą śmieszną prohibicją. Mieszanka najróżniejszych składników rozgrzała gardło Diomedesa do czerwoności. Jeden łyk wystarczył do tego, by rozkaszlał się jakby nagle dostał ataku astmy. Odruchowo zaczął szukać inhalatora, ale skończyło się na tym, że musiał zastanowić się, co to w ogóle jest i dlaczego o tym pomyślał.
- Kurwa. Niebiańskie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej