Tereny Valfden > Dział Wypraw
Przyczajony browar, ukryty miód
Hagmar:
Krasnolud dał znak i kompania ruszyła tratkem na zachód. Była końcówka Hemis więc jedyny wąpierz w kompanii czuł się dobrze. Pierwszą oznaką że to będzie trudna podróż było to że zaczęło sypać śniegiem. I to mocno, choć Garir z Yarpenem mówili że ledwie pruszy. A należy nadmienić że dla ludzi była to niezła zamieć.
//Widzialność na jakieś 10m. Macie minus 2 finiszery z racji iż jest zamieć i mróz tak gdzieś -13 stopni
Anette Du'Monteau:
-Nieprzyjemnie piździ, szczerze powiedziawszy panowie. - rzucił niziołek i otulił się nieco mocniej swoją szatą. Przycisnął również chustę do twarzy. Przypominała ona nieco te, jakie nosił niejaki Zeyfar. -Zgaduję, że o tej porze w górach wcale nie będzie lepiej. Już się cieszę na samą myśl...
Hagmar:
Będzie gorzej! Krzyknął prawie niewidoczny w zamieci krasnolud, kompania wlokła się dalej w zamieci by po godzinie z niej wyjechać, przejechali zaledwie pół kilometra. Yarpen kazał stajać z racji iż robiło się ciemno a szczęknie zębów orka i Sleetha go wkurwiało. Rozbijamy obóz. Niema sensu jechać w nocy, w dodatku cały czas sypie śnieg. W tym roku zima się przedłuża coś, zwykle były już roztopy. Odparł brodacz ściągając juki.
Anette Du'Monteau:
-A widzicie dogodne miejsce na ten obóz krasnoludzie? Wszędzie biały puch. Szlag może trafić człowieka przez ten śnieg...
Hagmar:
Tam jest pare drzew. Ale i tak chujowe miejsce. Odparł brodacz, jechali przez rzadki lasek, bardzo rzadki... Nie było zbytnio gdzie sie skryć. Rozbijamy sie przy tamtej brzozie. Wskazał krasnolud.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej