Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tajemnica elfich ruin

<< < (49/75) > >>

Devristus Morii:
Elf popatrzył na wampira i zrobił facepalm. Po czym teleportował się na grubą gałąź drzewa koło którego stał. Stąd miał lepszy widok i szersze pole widzenia. Nie wspomniał jeszcze o ochronie przed bystrym okiem przeciwnika, który zapewniały mu liście i mgła kłaniająca się do stóp Devristusa.

Elrond Ñoldor:
Elrond wiedział, że prędzej czy później będą musieli zdradzić swoje nowe pozycje. Miał nadzieję że reszta obrała już odpowiednie miejsca do ataku i zrobią to raczej wspólnie, wykorzystując element zaskoczenia. Z kłębowiska paproci wybrał jednego z maginów na swoją ofiarę.
Wyszeptał cicho:
- Isarosh aresh isgrash... - jego dłonie były skierowane na wroga, na ziemię pod nim, która w jednej chwili zmieniła się w głębokie bagno, które pochłonęło od razu tego, który na niej stał. Adept przyległ cicho na drzewa. Nie było możliwości by odkryli jego pozycję.


2/3 maginów ognia

Czary: Bagno (Magia Ziemi).

Isentor:
- Nie jesteśmy z Myrtany. Garirze spróbujesz rozkuć...właśnie. Jak Ci na imię?
- Nazywam się Peckt, jestem kapitanem oddziału w służbie wielkiej rady.
- Jestem Isentor, a to Garir.
- Isentor? Wasza wysokość. Gdyby nie te przeklęte dziewki, moim zadaniem było dotrzeć do Ciebie.
- Opowiedz mi o tym.
- Nie jestem pewny o dokładny czas przez jaki jestem tutaj uwięziony. Często traciłem przytomność na długie dni. Sądzę, że trzymają mnie prawie rok. Większość z moich towarzyszy już nie żyje. Prawie rok temu wielka rada wysłała nas z misją odnalezienia Króla Isentora na Valfden. Dostaliśmy najszybszy okręt jakim dysponowała nasza flota. Na pokład wnieśliśmy przeszło tonę czerwonej rudy. Wszystko, by rozproszyć działanie mgły. Efekt nie był na tyle silny jak oczekiwaliśmy, dzięki temu udało nam się jednak przeżyć. Wszystko przebiegało pomyślnie. Nawigator poinformował mnie, że obrał kurs na miasto portowe Atusel, na które kierowała nas przebijająca się przez mgłę latarnia. Wtedy pojawił się on, Lewiatan...

Hagmar:
Jasna cholera... Nie znam się na otwieraniu zamków a wole nie robić tego mieczem. Odparł dość wesołym tonem krasnolud. Ale jeśli Peckt nie ma obiekcji ku temu to mogę spróbować.

Izabell Ravlet:
Darlenit, w przeciwieństwie do Elronda miał pewien problem. Nie mógł rzucić żadnego z zaklęć, tak, by nie zostać wykrytym. Ogień dodatkowo niezbyt lubił dżunglę.
Kim oni do cholery są? - zastanawiał się mauren. Napewno byli magami, trzymali z tamtymi elfkami, ale nie licząc tego, byli dziwni. Może by tak jednego przytrzymać przy życiu i sprawdzić?
Psioniki nie wykryją tak łatwo, jak ognistego zaklęcia, więc Darlenit użył jej, aby gwałtownie szarpnąć jednego z magów za nogę. Mając odrobinę szczęścia, ten wywróci się. To będzie już mały sukces, bo przez chwilę będzie unieszkodliwiony. Ale gdyby tak upadł głową na coś twardego i stracił przytomność...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej