Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tajemnica elfich ruin

<< < (25/75) > >>

Malavon:
Elf sądził, że jego zaklęcie pozbawi stwora wszelkiego czucia i załatwi na dobre. Ale się mylił. Adept sięgnął po swój miecz, zbliżył się do unieruchomionego rotisha i pchnął go kilka razy wkładając w te ciosy całą swoją siłę. Celował oczywiście w brzuch, który zazwyczaj był wrażliwą częścią podobnych potworów. Z coraz to nowych dziur zaczęła się obficie sączyć posoka. Po jakimś czasie Malavon doszedł do wniosku, że brzuch przypominający durszlak całkowicie wystarczy. Odszedł na bok z zamiarem zajęcia się kolejnym rotishem. Dostrzegł go kilka metrów dalej. Tym razem powinno mu się udać zabić potwora za jednym zamachem, choć nie miał struprocentowej pewności. Umieścił klingę przy pasie, po czym podciągnął rękawy szaty. Dłonie skierowały się wprost na stwora. -Anoshu izosh! Słowa zabrzmiały pobierając energi od adepta i tworząc pod stopami potwora nieco trzęsący się grunt. Wstrząsy szybko przerodziłu się w wybuch, któremu towarzyszył wielki strumień wody. Malavon patrzył z zadowoleniem na efekty swoich działań.
Czar: Gejzer
3/8 rotish (ten jeden dobity mieczem)

Isentor:
Miecz Malavona nie był w stanie przebić się przez pancerz rotisha, został jedynie wyszczerbiony. Gejzer wyrzucił bestie w powietrze, runęła ona zdezorientowana o ziemię.

//Twój miecz jest wyszczerbiony.
//Rotish jest obezwładniony na następny post z walką.

Rotish: 4/8

Gunses:
//Proponuję ustalić jakąś karę za wyszczerbienie oręża. Powiedzmy -5 do ostrości. A naprawić to można by u kowala. Kowal po prostu musiałby naostrzyć w cechu.


Niedaleko Gunsesa upadła bestia. Była widocznie oszołomiona i obezwładniona. Rotish był cały mokry, Gunses wiedział więc, że przed chwila styczność z nią miała osoba posługująca się magią wody. Gunses uniósł się i schylony wlekąc za sobą miecz podszedł do rotisha. Stanął nad nim. Przyłożył dokładnie miecz w miejscu głowy rotisha i całym swoim ciężarem naparł na niego. Czarna ruda przeszyła płytę taranu, miecz przeszył głowę owada. Gunses chwilę po tym znów osunął się na ziemię. Podczołgał pod kamień, oparł się o niego plecami z mieczem ściskanym w dłoni.


Rotish: 3/8



Elrond Ñoldor:
Wampiry w dzień są prawie nieprzydatne... powiedział widząc starania Gunsesa. Jego rozmyślenia nie trwały jednak za długo. Został zaatakowany przez Rotisha. Odskoczył w bok, dzięki czemu jedna z przednich odnóży nie zmieniła jego twarzy w czerwoną papkę.
- Aresh! - krzyknął szybko gdy jego nogi znalazły się na twardym gruncie. Jego dłoń wyciągnęła spod ziemi cztery stalagmity. Oczywiście były one za słabe by zabić bestię. Ale małe obrażenia to zawsze jakieś obrażenia. Kując w niezasłonięte podbrzusze zraniły lekko owada, samemu ulegając zniszczeniu. Bestia zapiszczała i skoczyła na starca.
- Aresh isgrash! - wypowiedział niemal w tym samym czasie. Kamienny pocisk wystrzelił w przeciwnika i uderzył w głowę niszcząc atak bestii. Elrond przezornie odsunął się kilka kroków do tyłu by cielsko nie spadło przypadkiem na niego. Obrażenia jakie zadał już drugi czar były poważne. Bestia z ledwością dźwignęła się na nogi. Tylko zwierzęca furia pchała ja dalej do ataku... I właśnie w tym momencie w głowie Adepta zajaśniał jedna wielka myśl. Różdżka!
Zanim przeciwnika przyczłapał do byłego nekromanty, ten wyciągnął z cholewy buta mocny, czarodziejski kijek. Wycelował prost w paszczę Rotisha i wypowiedział krótkie magiczne słowo. - Oiiig! Kurwa! Oiiig! - jedna ognista strzała uderzyła w paszczę, parząc dotkliwie odsłonięte przez kamienny pocisk tkanki ciała bestii. Druga strzała uderzyła w podbrzusze nie robiąc żadnych obrażeń. Bestia była już przy starcu. Resztkami sił zaatakowała odnóżami. Elrond odskoczył w porę. Przeturlał się w bok i odrzucając różdżkę wyciągnął sztylet. Tylko on mógł przebić się przez twardy pancerz bestii. Będąc z boku przeciwnika rzucił się na niego, zanim tamten się odwrócił i wbił sztylet między odnóża. Rotish znowu zapiszczał z bólu i szarpnął odwracając się w kierunku swojego kata. Szarpnięcie było na tyle mocne, że Elrond stracił równowagę, a całego aktu przewrócenia go dokonały przednie odnóża, które po prostu pojawiły się w miejscu w którym stał czarodziej. Wydawać by się mogło że szala zwycięstwa przechyliła się na stronę poczwary. Nikt nie mógł jednak przypuszczać że zwykły czarodziej uzbroi się po zęby jak jakiś krasnolud. Elrond wyszarpał zwykły miedziany mecz z pochwy i wbił go wprost w otwartą poranioną i poparzona paszczę, która właśnie miała mu odgryźć pół twarzy.
Po długiej i mozolnej walce przeciwnik został pokonany. Uważając na resztkę żywych przeciwników pozbierał z ziemi swoje całe uzbrojenie i odsunął lekko na bok by zregenerować siły.

Rotish: 2/8
Czary: Kamienne zęby, Morderczy głaz (Magia Ziemi);

Hagmar:
Z ust krasnoluda wydobyło się prawie nie słyszalne, wielce plugawe krasnoludzkie przekleństwo. Byli w dupie i to głębokiej. Co to kurwa było? Spytał skacowanym głosem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej