Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tajemnica elfich ruin

<< < (26/75) > >>

Izabell Ravlet:
Kończmy to wreszcie - chodziło po głowie Darlenita. Na szczęście zostały tylko dwa rotishe. W tym jeden niebezpiecznie blisko adepta. Ale już nie długo.
- Anash! - powiedział i zaczął kumulować ognisty ładunek w swych dłoniach. Po chwili posłał gotowy granat pod nogi, czy też odnóża, robala. Tam owe zaklęcie wybuchło, zwracając uwagę rotisha na Darlenita, ale też zadając mu spore obrażenia. Potwór miał problem z przemieszczaniem się i zapewne czuł ogromny ból. Jakoś nabrał jednak prędkości i zaczął szarżować z trudem.
- Heshar anash! - mruknął adept, po chwili posyłając w pysk stwora ładną ognistą kulę. Musiał jednak odskoczyć na bok przed rozpędzonym płonącym cielskiem.

Rotish 1/8

Devristus Morii:
Jeden z Rotishy zaczął biec w stronę elfa przygotowując się do ataku. Elf rozpoczynał wypowiadać zaklęcie, gdy przeciwnik wyskoczył w górę i próbował obezwładnić maga. Jednakże instynkty obronne zadziałały i dzięki psionice odrzucił Rotisha na 5 metrów przed siebie. Ciało Rotisha wyglądało jak marionetka, które została odbita rakietą do tenisa ziemnego. Na sekundę elf stracił kontakt z rzeczywistością, gdyż zdekoncentrował go atak potwora. Po chwili wszystkie zmysły powróciły na miejsce, a Dev odzyskał kontrolę nad ciałem. Heshar anash grishil! wypowiedział i poczuł koncentrującą się energię w dłoni i wokół niej. Dzięki zaklęciu cząsteczki nad dłonią zaczęły gwałtownie się o siebie trzeć i zwiększać prędkość tego tarcia, w wyniku czego na dłoni elfa pojawił się płomień. Nie parzył on maga, a delikatnie łaskotał wewnętrzną stronę dłoni, a od niego samego biło ciepło i światło. Wydawał się całkiem przyjemny, ale w tym pomarańczowym ogniu drzemała potężna moc, która zamieniała wszystko w popiół przy zetknięciu się im. Był początkiem pożaru.
Elf spojrzał przed siebie i zobaczył, że rozwścieczony Rotish stanął na tylnich nogach i zaczął atakować, kierując się w stronę Devristusa. Ten niewiele czekał i za pomocą psioniki rzucił zaklęcie w kierunku Rotisha, który teraz znajdował się jakieś 4 metry przed Elfem. Gdy był metr dalej jego ciało zetknęło się z zaklęciem, które spowodował natychmiastowy zapłon. Wyglądało to jakby mały płomień z dłoni elfa, powiększył się i połknął przeciwnika, paląc go. Metr dalej z rotisha został tylko popiół.

Rotish:0/8
--------------
Psionika, Podpalenie

Tkoron:
Frideric dalej był zdenerwowany po walce, fakt że nie był w stanie skutecznie walczyć z bestiami był krępujący. No ale jakoś reszcie się udało. Z odrazą przyglądał się zniszczonym zwłokom potworów, że też jakie bestie chodzą po tej ziemi.
Teraz nie pozostawało nic innego jak czekać na resztę drużyny, chłopak czekał na decyzję co robić dalej.
Podczas tej przerwy młody adept przyglądał się efektom niedawnej magicznej batalii, zniszczenia były imponujące. Wszędzie dookoła było widać porozrywane magiczna mocą szczątki Rotishów. Cała okolica odczuła tę burzę żywiołów, a teraz wracała do względnej normalności przy dopalających się liściach czy topniejących brył lodu. To był pokaz prawdziwej mocy, to w magii, a nie wymachiwaniu kawałkiem żelaza tkwi siła.

Gunses:
Gunses nadal leżał pomiędzy głazami. Czekał na to co się stanie. Dzień nadal panował, Gunses modlił się do Rashera o rychłą noc.

Malavon:
-Cholerny złom. - powiedział Malavon przyglądając się ostrzu. -Trzeba będzie się wyposażyć w coś skuteczniejszego. Nie dość, że bydle przeżywa większość zaklęć to jeszcze tępi miecze. Paskuda. Tfu. Wypowiedź zakończona była splunięciem w stronę najbliższych zwłok rotisha.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej