Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ostateczne rozwiązanie
Elrond Ñoldor:
Za już spora grupka poczłapał Elrond. Przypomniała mu się pierwsza wojna w Valfden w jakiej uczestniczył, gdy najemnicy Meanaba atakowali jego nowy dom. Przypomniał mu się tuzin entów, których zmusił do walki... Piękne czasy. Stara potęga.
Hagmar:
//Mniej więcej tak wygląda fort wroga
Gdy wszyscy się zebrali Garir przemówił: Mam tylko 20 krasnoludzkich szczelców i was. Wrogów na murach jest z pół setki, więc wpierw trzeba rozwalić mury. I tu licze na Devristusa, Miltena i króla. Jako jedyni mogą im zrzucić na łby po meteorze. Po bombardowaniu ruszymy do szturmu. Jakieś uwagi?
Malavon:
-Co z wiadomościami na temat strzelców? Dadzą sposobność magom na użycie swych zaklęć? I czy te pół setki to wszyscy przeciwnicy? Raczej czeka nas również walka z jakimiś piechurami czy żołnierzami. Trudno też pewnie ocenić czy Zgromadzenie kogoś nie wynajęło dla swych celów.
Dragosani:
- Ciężko będzie - stwierdził Dragosani, stojąc obok wyjścia z namiotu i patrząc na zatopiony w mroku nocy zamek. Bardzo nie podobał mu się mocno nachylony stok pod murami. - Najlepiej było by, jak mówiłeś, rozwalić mury, a potem wywabić resztę. Pociski zapalające wystrzeliwane z katapulty? Raczej mało skuteczne. No trudno. Dwa pytanie. Po pierwsze, czy wiadomo coś o innych wejściach do zamku? Jakieś odpływy, kanały i takie tam. Oraz, ilu wrogów może być wewnątrz fortyfikacji, nie na murach? Mają jakiegoś lidera, którego odcięta głowa mogłaby zniszczyć ich morale? Hmm... to trzy pytania...
Adaś:
Kiedy tylko wszyscy dojechali na miejsce, Sleeth dostawał tak zwanej "szajby". Od paru dni nic nie jadł, oczywiście mowa tu o krwi. ÂŻyciodajnego płynu, znajdującego się w żyłach wielu istot żywych. Był on już na skraju szaleństwa, kiedy usłyszał od jakiegoś tam krasnala, kij wie jakiego. Kalgalatha nie zbyt to obchodziło, najważniejsze było to że posiłek był nie opodal. Widział jak jakiś wampir dobrał się już do jednego, po czym pokłócił się z jakimś człowiekiem, no w sumie to było też nie ważne. Ale to też zignorował, w końcu co go to obchodziło? Najważniejsza była strawa. Większość osób zniknęła już w namiocie, kiedy on wpił swoje zęby w szyje jednego z jeńców. Pił on z umiarem, zostawiając na tyle krwi w ofierze, aby spokojnie mogła przeżyć i dożyć ew tortur. Kiedy już się najadł wszedł do namiotu mijając jakiegoś krasnala z dwoma muszkietami. Po chwili zdało się słyszeć dwa strzały, które nie zrobiły na nim wrażenia. Po prostu rozsiadł się wygodnie na krześle wewnątrz namiotu i zaczął słuchać reszty.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej