Tereny Valfden > Dział Wypraw
Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
Eric:
Diomedes podniósł się ociężale i rozejrzał po polu walki. Wszystko wydawało mu się jakieś odległe. Oprócz leżących nieopodal zwłok orka, którego sam pozbawił życia, nic nie sugerowało, że na moście dokonywały się mordy i grabież. Nie słyszał nawet swojej zwykle bardzo hałaśliwej papugi. I taka sytuacja go zadowalała. Przyczynił się już do znacznego przerzedzenia szeregów ochrony karawany, a teraz był zbyt zmęczony by prowadzić dalszą walkę, a na dodatek z prowizorycznie opatrzonej rany ciągle sączyła się krew. Postanowił więc w miarę możliwości oddalić się w miejsce, gdzie byłby względnie bezpieczny. Przypomniał sobie, że wśród drzew po drugiej stronie brzegu kryli się strzelcy. Tam na pewno nic by mu nie groziło, a być może ktoś udzieliłby mu pomocy medycznej. Ruszył przez gęstą mgłę w kierunku, który wydawał mu się poprawnym. Karawana przemieszczała się w przeciwną stronę, dlatego też sądził, że tu będzie bezpieczny. Obawiał się jedynie, że któryś z bardziej nerwowych łuczników mógłby wystrzelić w niego strzałę, dlatego też przemieszczał się na kuckach, schowany za osłoną mostu. Kiedy dotarł na drugi brzeg, natychmiastowo wpadł między drzewa i przysiadł pod jednym z nich, opierając obolałe plecy o jego pień. Wilgotny mech zdawał się go wsysać. Na tymże samym drzewie siedział hrabia Gunses, jednak Diomedes póki co nie zdążył go jeszcze dostrzec.
Gunses:
- Rannyś - stwierdził Gunses z gałęzi - Bo pachniesz... Mocno dostałeś?
Eric:
Diomedes aż podskoczył, gdy usłyszał głos hrabiego. Natychmiastowo odwrócił głowę i ujrzał go siedzącego na jednej z gałęzi. On też w sumie nie wyglądał najlepiej. Prawdopodobnie dlatego, że był dzień.
- Trochę - syknął. W rzeczywistości rana nie wyglądała najlepiej. Nie była może nazbyt głęboka, ale nieustannie krwawiła.
- Nie chce przestać krwawić, koszula już mi całkiem przesiąkła krwią - powiedział, wskazując opatrunek, z którego leniwie sączyła się szkarłatna posoka.
Gunses:
- Nasz czarodziej na leczeniu się raczej nie zna. Jest magiem wody, od schłodzenia piwa i magiem ognia od pierdykania czymś świetlistym - rzekł sarkastycznie Gunses - Masz jakieś mikstury lecznicze? - spytał Wampir, po czym obsunął się na ziemie. Spadając upadł plackiem na brzuch. Widać było, że nie ma za dużo sił
- Pokaż to - wskazał na ranę
Eric:
Diomedes zmarszczył brwi i podejrzliwie przyjrzał się Gunsesowi. Widać było, że brakuje mu sił, z pewnością łyk krwi dodałby mu ich nieco. Z niewyjaśnionych przyczyn miał silne wrażenie, że wampir chce po prostu wpić się kłami w jego ranę i nasycić się słonym, rdzawym smakiem posoki. Na pytanie odpowiedział kręceniem głowy.
- Tylko zębiska trzymaj z daleka - rzucił przekornie i mimo wszystko wysunął swą rękę w stronę Gunsesa. Zachował jednak wewnątrz siebie nieufność. Nie chciał się oczywiście wykrwawić z tak głupiego powodu, ale z drugiej strony rola przekąski wąpierza również niezbyt mu odpowiadała.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej