Tereny Valfden > Dział Wypraw

Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci

<< < (33/45) > >>

Nessa:
   Długoucha po krótkim sprincie, który jakaś złośliwa i ślepa(!) dusza mogłaby nazwać ucieczką, odwróciła się, już nakładając kolejną strzałę na cięciwę. ÂŻadna zielona góra cielska jednak za nią nie podążyła, co dziwne, ale umysły orków były dla Nessy niezbadane, więc długoucha podeszła kawałek, rozglądając się za odpowiednim celem. Odliczyła do trzech, wyrównała oddech, uniosła łuk, gdy zobaczyła nieprzyjemnie wyglądającego Zgromadzeniowca. On najpewniej jej nie widział, choć zmierzał w kierunku kryjówek strzelców. Tinuviel podejrzewała, że krasnoludy już zdążyły odrzucić kusze na bok i porwać się walce w zwarciu. Nie wiedziała, co dzieje się z Gunsesem, ale zdawał się on być ostatnią osobą, której zwykły ludzki topór czy miecz orka mogłyby zaszkodzić. Gorzej z Aerthem. Zakręconym molem książkowym. Nie zauważyła, by podążył za nią, czyli wciąż mógł być w nieciekawej sytuacji. Szczególnie, że nie miał się czym bronić, jeśli przyszłoby do starcia. Podobnie zresztą jak sama Nessa, gdyż jej sztylet na niewiele by się zdał w konfrontacji z orkiem.
   Westchnęła, napięła mocno cięciwę i wymierzyła w członka Zgromadzenia. Mężczyzna niczego się nie spodziewając szukał nowego celu, a po chwili z jego szyi wystawała już strzała kupiona niedawno u Karena po całkiem ładnej cenie. Co jak co, ale Nessa potrafiła rozmawiać z kupcami.
   Tinuviel opuściła łuk i, czując się już pewniej, podeszłą jeszcze kawałek. Praktycznie była w miejscu, z którego taktycznie się oddaliła i zdawało jej się, że spostrzegła czuprynę Aertha, ale w takim zamęcie różnie to bywa. Jednak skoro nieznajoma głowa znajdowała się na odpowiedniej wysokości, to i Nessa była spokojniejsza. Mimowolnie sięgnęła po nową strzałę i zaczęła mierzyć w jakąś zieloną górę mięśni, która stała do niej tyłem i najpewniej walczyła z którymś z kompanów elfki, o czym mógł świadczyć ruszający się topór. Niestety ork zasłaniał Nessie swojego przeciwnika.
   Wiecie jak to jest mierzyć do tak ogromnego przeciwnika tak małą strzałą? Ma się wrażenie, że się tylko go rozjuszy, a nie uczyni żadnej szkody. ÂŻe to jak rzucanie patyczkami w wilka. Zwróci jego uwagę i przyczyni się do ataku, a w efekcie nieciekawej sytuacji rzucającego. No chyba że wilk lubi aportować, ale z takimi długoucha nie miała szczęścia się spotkać. Jednak mimo wszystko chciała spróbować pomóc któremuś ze swych towarzyszy. Dać mu kilka sekund przewagi. I zrobiłaby to! A jakże! W końcu wbrew pozorom Nessa tchórzem nie była (jest coś przecież pomiędzy bojaźliwym zającem, a mężnym lwem, prawda? Taki kotek na ten przykład. Albo indyk.), jednak coś odwróciło jej uwagę. Nawet nie potrafiła określić co. Może komar jakiś? Zaklęcie wypowiadane przez Zeyfara? A może po prostu tak zwany w kręgach karciarzy „czuj” sprawił, że Tinuviel zerknęła kątem oka w drugą stronę i bardzo szybko opuściła łuk, by po chwili unieść go ponownie i posłać zabójczy strzał w odsłoniętą szyję Zgromadzeniowca. Nic osobistego. Znaczy na razie, bo zmierzał w kierunku jednego z jej przyjaciół, w którym dopiero chwilę później rozpoznała Diomedesa. Nieładnie panie Zgromadzeniowcu.
   Szybko rozejrzała się dookoła, oceniając sytuację. Nie mogła podbiec do miłośnika papug, gdyż było to zbyt niebezpieczne, choć coś w elfim umyśle podpowiadało, że powinna, skoro jest ranny. Starała się skupić. Przeciwników było coraz mniej, a na nią żaden nie zwrócił uwagi, jednak kolejna strzała opuściła elfi kołczan. W razie jakby Nivellen ociągał się ze wstawaniem.

//: Znaj me dobre serce :)

0/7
3/10
6/12

28-2=26 strzał

Iddeous:
Iddeous pgruchotany przez berserkera, podczołgał się w stronę jednego z karłowatych drzewek. Jego klatka piersiowa paliła żywym ogniem, został zmiażdżony. - Dam, kurwa radę.- pomyślał. Oparł się o drzewo i wstał z trudem. Odetchnął chwilkę, splunął krwią i wziął swe szkarłatne od krwi ostrze. Wziął głeboki wdech i szybki wypuścił powietrze. Sprężył swe ciało i przebiegł jakieś 30 metrów w centrum zgiełku. Ciął, siekał, kopał. Kilkanaście razy dostawał po ciele, ale w amoku jaki go dopadł nic nie czuł. Kopnął pierwszego lepszego wojownika zgromadzenia, i zmusił go do oderwania się od grupy na  kilkanaście metrów. Zgromadzeniowiec zaatakował pierwszy,  Iddeous sparował uderzenie. Wojownika aż odrzuciło, a Iddeous stał i wywijał mieczem ósemki. ÂŻołnierz wykonał fintę, ale przeciwnik dobrze przewidział kierunek ataku. Zadał cios z nad głowy, któremu udało się Iddeousowi uniknąć, ostrze jedynie spełzło po napierśniku. Szwadronowicz walnął rękojeścią wojownika w pysk. Tamten złapał się za buzię i wypluł coś białego. Stracił zęba, jedynkę. Iddeous się zaśmiał. - No, chodź tu kochasiu. Oszczerstwo podziałało, wojownik siekał coraz szybciej, ale po chwili chciał zmienić taktykę i uderzyć mocnym zamachem znad głowy. Wojownik wziął, aż za mocny zamach, tym samym odsłaniając swoją klatkę piersiową. Iddeous od razu zadał pchnięcie. Miecz zagłębił się w ciele przeciwnika. Trysnęła ciemnoczerwona posoka. Wojownik wrzasnał i złapał za miecz Iddeousa. Jednak nie było już w nim sił, osunął się na ziemię, a żołnierz przekręcił tylko ostrze przecinając mu wnętrzności. Wtem na Iddeousa zaczęło biec 3 berserkerów. - Jasna Cholera!- zaklął i zaczął biec w kierunku łuczników, zatoczył lekki łuk, aby berserkerzy byli prostopadle ustawieni do strzelców. - Strzelać kuuurwaa!- zaryczał. Goniło go trzech, wielkich, przerośniętych, oślinionych orków. Co za brzydale..

0/7
3/10
5/12

Gunses:
//Jutro poprawka ze spieków i kompozytów. Nie ma mnie do jutra wieczór :(

Eric:
- Rrrwa mać! - skrzekliwy pisk zdawał się poruszać drobinami mgły. Pstrokate ptaszysko nawet w jej oparach było nie do przeoczenia. Wypowiadane przez nie słowa również rozbrzmiewały na dość dużym polu słyszalności. Nie było wątpliwości, że papuga zwróci wkrótce na rannego Diomedesa uwagę. Ktoś być może nawet z poirytowania chciałby pozbyć się hałaśliwego ptaka. Jednak w zaskakująco inteligentny sposób, miast wznosić alarm w miejscu, w którym siedział Diomedes zaciskający kurczowo palce na ranie, pofrunęła daleko od niego, by skupić uwagę wojujących w innym miejscu. Nivellenowi z wrażenia opadła szczena. Dzięki lojalnemu ptaszysku na pewno zaoszczędzi sporo zbędnych kłopotów. Powoli zebrał się na kolana, potem wstał i poczłapał w przeciwną do papugi stronę. Miecz trzymał w zdrowej ręce i ciągnął go za sobą, pozostawiając za sobą wąską rysę. Nagle, nie wiedząc nawet kiedy, stanął tuż przed wyraźnie zarysowanym kształtem w obłoku mgły. Sylwetka wydawała się plamą na czystej sukni i Diomedes wyraźnie widział zielone elementy. Poza tym sama plama była całkiem duża. Zasadniczą różnicą pomiędzy brudem na materiale, a orkiem jest to, że to pierwsze raczej się nie porusza. Diomedes musiał więc skapitulować ze swą teorią i wyobrażeniem, szczególnie, że znajdował się na torze lotu dwóch toporów. Zaskakująco płynnym, choć jakby niedbałym ruchem, przesunął miecz w miejsce o bardzo ważnym znaczeniu dla trajektorii broni dzierżonych przez orka i zgrabnie sparował potężny cios. Wydawało się, że jakby zmienił styl walki. Lewa dłoń nie była w pełni sprawna, musiał więc wyprowadzać ciosy w inny sposób - nie nadając siły przez ramiona, a przez ruch całego ciała. Sprawiało to wrażenie dziwacznego, rytualnego tańca, ale było diabelnie skuteczne. Ork otumaniony złością nie zdawał się jednak zwracać uwagi na takie błahostki. Po prostu wyprowadził kolejny cios. I jakież było jego zdziwienie, kiedy jedna z jego rąk poszybowała w powietrze, spryskując niczym grad głowy wojowników. Mimo wszystko utrata kończyny jakoś obeszła się u orka bez echa. Pomijając chwilę bezpretensjonalnej (acz gniewnej!) konsternacji, zielonoskóry nie utracił rytmu walki i bez zastanowienie wyprowadził kolejne cięcie. Diomedes z niewiarygodną gracją wyprzedził cios, przesunął się wzdłuż styliska topora, stojąc klatką piersiową w jego stronę, i uderzył na odlew równolegle do ziemi, przepoławiając berserkera wzdłuż pasa. Dwa elementy martwego ciała potoczyły się po moście, rozlewając istne morze krwi. Wnętrza orka wypłynęły na zewnątrz; fauna i flora nieciekawej rafy koralowej w barwie ciemnego szkarłatu i bordo. Wyczerpany Nivellen padł na ziemię. Siedział, podpierając się na mieczu i dyszał ciężko, patrząc jak para zsiada się na powierzchni skrwawionego ostrza.

0/7
2/10
5/12

Arti:
:/// kurdęłę, adminęłę ._. szczała trafiła w berserkera czy nie?
:/// ok, po prostu Berserker był 90-110 metrów i chciałem dać jakąś tam inicjatywę adminom by nie było, że taki koks jestem.. ale skoro można koksować, to koksujemy

Szczała rozdarła powietrze i poszybowała wprost w tył głowy niespodziewającego się jej orka. Strzała wbiła się niemal do połowy. Ra miał wrażenie, że przeszła na wylot, lecz nie mógł tego sprawdzić. Ork upadł twarzą do ziemi, wzbijając chmurkę kurzu w powietrze, która lekko zasłoniła widoczność następnych celów.
Kolejna strzała spoczęła na cięciwie łuku. W chaosie walki nie dało się już dostrzec żadnego berserkera - nawet jeżeli tam był, to zajmie się nim ktoś inny.
Ra miał teraz inny cel - wojownik zgromadzenia. Ruszył przed siebie, by być bliżej. Naraził się w ten sposób na niebezpieczeństwo, ale ryzyko celowania z daleko dawała strzale za dużo czasu na dotarcie do celu, co z kolei mogło powodować jego ucieczkę i przypadkowe trafienie kogoś, kto nie powinien znaleźć się na trajektorii lotu strzały. Biegł przed siebie, a gdy zdecydował, że jest wystarczająco blisko celu, wypuścił strzałę, która poleciała i trafiła wojownika zgromadzenia w obojczyk. Przeciwnik spojrzał na wystającą strzałę, złapał za jej grot i szybkim ruchem złamał go, a następnie ruszył w kierunku młodzieńca z oczywistym zamiarem pozbawienia go najcenniejszej wartości w jego życiu - życia.
Ra liczył, że zdąży naciągnąć kolejną strzałę i trafić nią między oczy - nie tylko po to, by podbudować swoje męskie ego - ale by szybko pozbawić oponenta możliwości zabicia Kruka, czy możliwości robienia czegokolwiek. Niestety się przeliczył - szybka analiza i przeprowadzony eksperyment pokazały, że ledwo strzała znalazła się w dłoni, a wojownik zgromadzenia był dwadzieścia metrów od Aertha. No cóż - pozostaje jedno. Zręczny unik - zdolności akrobacyjne to okropnie przydatna rzecz. Młodzieniec wykonał unik z piękną gracją, przy okazji podkładając nogę pędzącemu głupkowi - resztą zajęła się fizyka. Wojownik przeturlał się po ziemi - i lekko zdyszany - wstał by ujrzeć strzałę wycelowaną prosto w niego. Nim zdążył w ogóle ruszyć w kierunku Aertha, ten puścił cięciwę, a żelazna strzała spoczęła w czole mężczyzny. Na twarzy pojawiła się mina zdziwionego karpia, a następnie niczym szmaciana lalka, wojownik zgromadzenia osunął się na ziemię. I niech tak leży.

ÂŻelazne strzały: 8-2=6

0/7
1/10
4/12

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej