Tereny Valfden > Dział Wypraw

Nienawiść głupców

<< < (4/11) > >>

Elrond Ñoldor:
- K..kk.. kurwa... - jęknął przywódca i zwolnił, co by nie powiedzieć, że nagle stanął. Widok śmierci już dwóch z jego sporej grupki, musiała mu otworzyć oczy na to z jakim przeciwnikiem chciał się mierzyć. Jego towarzysze również się zawahali i nie wiedzieli za bardzo czy atakować dalej, w końcu dzieliła ich już mała odległość, czy uciec w popłochu. Wyboru pomógł im dokonać Elrond. Zaczerpnął ponownie magicznej energii z wyimaginowanej bańki pełnej błękitnego płynu i wypowiedział zaklęcie magiczne wykonując odpowiedni ruch dłońmi.
- Aresh! - kamienne kolce wyciągnięte magią z podłoża przebiły na wylot kolejnego z nieszczęśników. Był to sam przywódca. Reszta chłopów uciekła w popłochu krzycząc o diabłach i mordercach. Towarzysze wiedzieli że będą chcieli powiadomić resztę tłumu. Ich pozycja była zagrożona. Trzeba było ruszać dalej...
- Szybko! Przez park!

Malavon:
Nowicjusz usłuchał swojego kolegi po fachu i wziął nogi za pas. Bez wytchnienia podążał za towarzyszami mijając kolejne korytarze i salę Gildii Magów. Przez cały czas nauki przywykł do tego miejsca, więc czuł lekki zał, gdy opuszczał to miejsce. Tu w końcu rozpoczynał swoją przygodę z magią. Widać jednak życie zaplanowało coś innego. Jak to niektórzy mówili, "fortuna kołem się toczy".

Elrond Ñoldor:
Towarzysze biegli przez Park. Do północy było jeszcze z niecałą godzinkę, więc jakby nie patrzeć, noc była pełną gębą. Zwierzęta dawały o sobie znać charakterystycznymi dźwiękami, a okoliczna flora nie była im dłużna. Szum drzew i chlupot wodospadzików, jakimi był usiany park, musiały być naprawdę miłym miejscem dla młodych kochanków. Ale czemu myśli staruszka  powędrowały właśnie w tym kierunku? Sam tego nie wiedział. Całe szczęście, że z tych rozmyśleń wybił go krzyk i łuna światła, gdzieś daleko, daleko za ich plecami. Oczywiście w oknach budynków pożar nieźle dokazywał, ale tym razem liczne pochodnie zamigotały wśród drzew.Pogoń mieli za plecami.
- Ork! - wzrok Elrond dostrzegł jakiś ogromny humanoidalny kształt przed sobą. Był zdziwiony. I gotowy do ataku. Gdy czarodzieje zbliżyli się jednak na mniejszą odległość, starzec dostrzegł charakterystyczną czerwoną mordę Mogula. Ochlejusa z festynu, z którym obalili nie jeden dzbanek.
- Do stu pierunów! Co tutaj robisz?!

Mogul:
Ork spojrzał się to najpierw na niszczony budynek, by po chwili skierować się w stronę Elronda. Uśmiechnął się. Edziu wyglądał tak, jakby ducha zobaczył. Lub co gorsza, wampira.
- Na służbie jestem, ino specjalna operacyjna jednostka. Mam wam pomóc w ucieczce. Spojrzał się na pozostałych. Troszkę ich było. - Tylko wcześniej, mogę wiedzieć co tu do kurwy nędzy się wydarzyło, hę.

Elrond Ñoldor:
- Specjalna operacyjna jednostka? Jednoosobowa? Niech Ci będzie - zmierzył orka wzrokiem. Szczególnie jego topór. - Chłopi coś sobie ubzdurali, że niby po wsiach zabijamy ich. Więc widły i pochodnie w dłoń i na nas. Podburzyli tez trochę mieszczuchów. Co tu dużo opowiadać. Mówisz że masz nam pomóc w ucieczce? Plan jest taki. Bierzemy nogi za pas i spieprzamy do Mrocznego Paktu. Czarodzieje powinni szukać schronienia u innych czarodziejów. Cały problem w tym, że mało który z nas potrafi się teleportować. Nawet ja nie potrafi tego zrobić. Musimy przebić się przez miasto, las i później w junglę. Drogę znam więc z tym nie ma problemu. Twoja rola i twoich ludzi, o ile jakiś zobaczę, polega na osłanianiu nas przed zdziczałym motłochem. Powiedzmy przez całe miast i ile tam będziecie chcieli w lesie. Dalej damy sobie radę. Ogólnie nie chcemy pogarszać całej sytuacji, a osmolone trupy nie najlepiej będą o nas świadczyć - starał się mówić zwięźle i szybko.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej