Tereny Valfden > Dział Wypraw

Nienawiść głupców

<< < (3/11) > >>

Mogul:
Tymczasem, w magicznych okolicznościach, na tyłach gildii, skąd uciekać mieli magowie stał nie kto inny jak dobry towarzysz staruszka - Mogul. Splótł ręce i czekał.

Elrond Ñoldor:
Tymczasem drzwi wejściowe zostały rozwalone i rozpoczęło się tradycyjne niszczenie wszystkiego, co stanęło krwawemu tłumowi na drodze. Elrond cieszył się, że kilku bardziej rozgarniętych magów od samego południa czyściło cenne biblioteki i magazyny Gildii. Do uszu grupki magów i nowicjuszy dotarł brzęk tłuczonego szkła, trzask łamanych przedmiotów. Po chwili poczuli zamach dymu, który unosząc się do góry wypełniał liczne korytarze i pomieszczenia Gildii. Wiedzieli że ich agresorzy zaraz ich odnajdą, toteż w biegu ruszyli do tylnych wyjść z Uniwersytetu prowadzących na tereny zielone Gildii. Bieg był długi i męczący. Dym gryzł w płucach i w licznych korytarzach słyszeli krzyki i złowrogie nawoływania. Dostrzegli w końcu znajomy hol i drzwi, ale ktoś ich ubiegł i zastąpił drogę. Najwyraźniej tłum rozdzielił się wewnątrz budynku na mniejsze grupki, które miały szybciej znaleźć czarodziei. Przy drzwiach stało kilku chłopów uzbrojonych w kije. Szybko dojrzeli uciekinierów...

7 chłopów

Malavon:
-Wspominałeś o nieużywaniu przemocy ale chyba nie specjalnie mamy wybór. Przełamiemy się?

Elrond Ñoldor:
- Lepiej może najpierw z nimi pogadamy? - szepnął towarzyszowi. Wyszedł na przód, krocząc dumnie. Za nim szła reszta.
- Hej! Mieszkańcy wsi! Jakim prawem nachodzicie nas i niszczycie nasz dobytek? Jakim prawem rzucacie bezpodstawne obelgi na...
- Zamknij, kurwa, ryj, chędożony magiku! - powiedział jeden z nich, postury dosyć potężnej. Najwyraźniej dowodził. Reszta bez żadnego wyrazu na twarzy przyglądała się tylko.
- Patrzajta kamraci! Same łazęgi przyszły by ich wybebeszyć! Mordować się zachciało prosty lud?! Teraz to my was rozjebiemy! Dalej! Na nich! - coraz bardziej czerwony na twarzy dowodzący niebezpiecznie zamachnął się kijem. Reszta jak na komendę przybrała groźne postury i ruszyła na czarodziejów. Elrond do tej pory stał zbity z tropu. Jak można być głupim by przerwać komuś praktykującemu magię? Jak trzeba być głupim by rzucić się na niego do ataku?
Przez oczy przeleciał mu obraz zarżniętego maga i płonącego szpitala. Gniew przysłonił mu zdrowy rozsądek. Koniec z pobłażliwością.
Starzec wyciągnął przed siebie ręce. Wykrzyczał inkantację zaklęcia. - Aresh! Kamienne kolce wyciągnął dosłownie z  posadzki holu, przebijając na wylot jednego z chłopów.

6/7 chłopów

// stoimy 20 metrów od chłopów, na szczycie schodów

Malavon:
Malavon zrozumiał rzucenie zaklęcia przez towarzysza jako ogólną zgodę na środki przymusu bezpośredniego. Elf odrzucił rękawy na bok i skierował jedną z dłoni w stronę tłumu. -Izosh! Przed ręką nowicjusza pojawił się sopel lodu, który miał co najmniej pół metra długości. Wyklęty De'Vir postanowił nie pobłażać i rzucił lodowym soplem w nadchodzącego chłopa. Dla lepszego efektu Malavon wspomógł się telekinetycznymi umiejętnościami. Zlodowaciały pocisk wbił się w brzuch mężczyzny z pewnością robiąc nie małe szkody w narządach wewnętrznych ofiary.

5/7 chłopów

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej