Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wysuszeni myśliwi
Gunses:
- To nie było koniecznie! - rzekł Gunses i wskazał leżące na ziemi ciało martwej elki - To nie było konieczne, Magu.
Patty:
Srebrne ostrze gładko zrąbało głowę opętanej elfki, niemal cieszyłam się, dokonując tej sztuczki w tak trudnych warunkach, gdy rąbnęło mnie coś dziwnie rozświetlonego w brzuch. Opadłam na kolana, szybko domyślając się, że to piorun wystrzelony przez Gunsesa. Wstałam, podnosząc upuszczony miecz i podeszłam do reszty.
- Kurwa! Siwy, a głupi! - warknęłam na wampira. Po co to zrobił? - Sprawa z nią chyba załatwiona - zwróciłam się do Isentora.
Isentor:
- Uważasz więc, że mieliśmy szansę na udany egzorcyzm? Z demonem, który posiadł ciało czarodziejki? To nie jest jakiś zwykły chłop, którego możesz unieruchomić rzucając się kupą na niego. Nie mamy przewagi w tym terenie, nie mamy czasu na przygotowanie więzienia dla demona. Niewiele brakowało i zostałaby z Ciebie kupka popiołu. Nie wszystkich uratujesz Gunsesie. Musisz się z tym pogodzić, inaczej zginiesz próbując.
Podszedłem do Patty bliżej.
- Załatwiona na dobre. Jak się czujesz?
Gunses:
Wampir nawet nie spojrzał na króla. Był zły jego przemową. Ugodło to Cadacusa w samo twarde serducho. To nie było coś czego spodziewał się po swoim mistrzu. Ale już wiedział, że gdyby Isentora coś opętało, to należałoby w pierwszej możliwej okazji skrócić go o głowę. Taką wyciągnął lekcje z tej sytuacji. Podszedł do Patty.
- Przepraszam Cię. Jak się czujesz? Mam nadzieje, że nie będziesz miała mi tego za złe? Nie przywykłem do zabijania tych, którym należałoby pomóc.
Isentor:
Kiedy tak wymienialiście się morałami w głuszy rozbrzmiały oklaski. Spojrzeliście w stronę, z których dobiegał was dźwięk. Pośród dzikiej roślinności stał dziwnie odziany mężczyzna o białych włosach.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej